| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    



© Archiwum Ryszarda Matuszewskiego
Warszawa 2009-2017
http://ryszardmatuszewski.blox.pl
All rights reserved



Administracja strony:
Mariusz Kubik

e-mail


































































* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).


statystyka


czwartek, 23 marca 2017
RYSZARD MATUSZEWSKI (18 VIII 1914 - 29 IV 2010)


Eseista, krytyk literacki,
autor podręczników szkolnych,
tłumacz literatury pięknej

Zobacz więcej...
16:21, ryszardmatuszewski , STRONA GŁÓWNA
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 maja 2010
Irena Szymańska (17 II 1921 - 8 V 1999)

Irena Szymańska z domu Wiernik, pseudonimy: "Anna Kormik", "Anna Szeryńska" i "Jadwiga Rutkowska" (ur. 17 lutego 1921 r. w Łodzi, zm. 8 maja 1999 r. w Warszawie), polska tłumaczka literatury pięknej, pisarka, wydawca. W latach 1961-1999 żona Ryszarda Matuszewskiego.

.
Uczęszczała do Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej w Łodzi. Następnie wyjechała na studia medyczne do Liège (Belgia), skąd wróciła latem 1939 r.. Po wybuchu II wojny światowej wraz z pierwszym mężem, Zygmuntem Szymańskim, znalazła się na wschodnich terenach II Rzeczypospolitej, zajętych przez Rosjan, w 1940 r. powróciła do Warszawy. Jej rodzice, Róża i Szymon Wiernikowie zginęli podczas okupacji w wyniku akcji "Hotel Polski". Wybuch powstania warszawskiego zastał ją pod Żyrardowem.

Od 1945 do 1951 r. pracowała w Spółdzielni Wydawniczej "Czytelnik" (Łódź, potem Warszawa), współpracując z twórcą tego wydawnictwa, Jerzym Borejszą. W 1952 r. ukończyła studia na wydziale filologii romańskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Pracę magisterską obroniła pod kierunkiem prof. Mieczysława Brahmera i w obecności prof. Kazimierza Kumanieckiego.

W latach 1951-1952 pracowała jako attaché kulturalny ambasady polskiej w Berlinie, gdzie poznała m.in. Bertolta Brechta i jego żonę, aktorkę Helenę Weigel.

W latach 1953-1958 była zastępcą redaktora naczelnego i redaktorem naczelnym (od 1954 r.) do spraw literatury polskiej Państwowego Instytutu Wydawniczego. W tym czasie udało jej się namówić do współpracy tak znanych pisarzy współczesnych, jak: Jarosław Iwaszkiewicz (wydał w PIW-ie "Opowieści zasłyszane" 1954, "Warkocz jesieni" 1955, oraz "Sławę i chwałę" 1956 - 1962), Adam Ważyk ("Poemat dla dorosłych", 1955), Kazimierz Brandys ("Wspomnienia z teraźniejszości" 1956, "Listy do Pani Z.", tom I 1957), Stanisław Dygat ("Podróż" 1958), Adolf Rudnicki ("Młode cierpienia" 1954), Mieczysław Jastrun ("Poeta i dworzanin" 1954, "Gorący popiół" 1956), Antoni Słonimski ("Kroniki tygodniowe 1927-1939", w wyborze i ze wstępem Władysława Kopalińskiego (Jana Stefczyka). W tym czasie ukazały się tam też m.in.: debiut Mirona Białoszewskiego pt. "Obroty rzeczy" i jedyne do 1989 r. krajowe wydanie "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza (wyd. 1957). Powstała tam również tzw. seria celofanowa, gromadząca zbiory poezji polskiej i obcej różnych okresów (z naciskiem na literaturę współczesną). Pod egidą PIW-u rozpoczęto też wydawanie Rocznika Literackiego (ukazywał się do 1984 r.).

Z PIW-u została usunięta przez Komitet Centralny PZPR w listopadzie 1958 r. za publikacje Gombrowicza, Woroszylskiego oraz kontakty z pisarzami - założycielami nigdy nie wydanego pisma Europa (w składzie redakcji niedoszłego pisma byli m.in. Jerzy Andrzejewski, Paweł Hertz, Andrzej Kijowski, Jan Kott, Henryk Krzeczkowski, Zygmunt Mycielski, Adam Ważyk). Z tego czasu pochodzi wydany w pięćdziesięciu egzemplarzach przez pracowników PIW-u (w tym Jana Józefa Lipskiego) druk bibliofilski - krótki wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, powstały w 1947 r. (Gdy w roku 3000-tym Szopena / Sławić będą w dalszym ciągu potomni / Gdy w encyklopediach pod "SZYMAŃSKA" / będzie po prostu: patrz: "Irena" / Ach, któż wtedy o mnie wspomni / W sztambuchu Ireny in memoriam Konstanty Ildefons, w Warszawie, 2 novembra MCMLVII).

.

Irena Szymańska z Janem Kottem w Stawisku - Podkowa Leśna, 1979 r.
© Fot. Ryszard Matuszewski

Następnie związana ponownie z Wydawnictwem "Czytelnik", zastępca redaktora naczelnego (1958-1976), była m.in. współtwórczynią serii literackiej "Nike", w której wydawane są do dziś książki najlepszych pisarzy światowych. Z jej inspiracji powstało i ukazało się też wiele cennych książek literatury polskiej i zagranicznej, w tłumaczeniu na język polski. Angażowała się w sprawy kłopotów z cenzurą zaprzyjaźnionych z nią pisarzy (m.in. Tadeusza Konwickiego). W 1976 r. umieszczona na liście osób objętych zakazem pisania i wymieniania nazwisk w druku (znaleźli się tam również m.in. Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak, Jacek Bocheński, Kazimierz Brandys, Marian Brandys, Jerzy Ficowski, Zbigniew Herbert, Andrzej Kijowski, Jan Józef Lipski, Artur Międzyrzecki, Antoni Słonimski, Jan Józef Szczepański, Wiktor Woroszylski. Od tegoż roku na wcześniejszej emeryturze.

Razem z Antonim Słonimskim, a później m.in. Tadeuszem Konwickim i Gustawem Holoubkiem była współtwórczynią "stolików literackich" (nawiązujących do przedwojennych tradycji, miejsc spotkań i dyskusji pisarzy i intelektualistów), kolejno: w kawiarni "Marca" przy placu Trzech Krzyży, kawiarni "Nowy Świat", kawiarni przy wydawnictwie PIW (przy ul. Foksal) i wreszcie kawiarni w budynku Wydawnictwa "Czytelnik" przy ul. Wiejskiej w Warszawie.

Tłumaczka z języka francuskiego (m.in. Georges Simenon) i angielskiego (m.in. Stefan Themerson). Autorka dwóch kryminałów (pod pseudonimem "Anna Kormik"): "Kto się bał Stefana Szaleja..." (główny bohater książki to "alter ego" pisarza Jana Brzechwy) oraz "Cicha śmierć". Jej osoba i cechy charakteru obecne są w charakterystykach i rysach postaci w książkach innych pisarzy współczesnych (np. w "Skrzydle sowy" Zofii Chądzyńskiej).

W czasopismach i pracach zbiorowych (książkach) ukazywały się jej wspomnienia poświęcone zaprzyjaźnionym z nią pisarzom: Janowi Brzechwie, Antoniemu Słonimskiemu, Jarosławowi Iwaszkiewiczowi, Jerzemu Andrzejewskiemu, Janowi Józefowi Lipskiemu, Januszowi Minkiewiczowi, Marianowi Brandysowi. Pośmiertnie, w 2001 r. ukazały się jej niedokończone wspomnienia, opracowane przez Ryszarda Matuszewskiego.

.

Członek Związku Literatów Polskich (do 1983 r.) oraz Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (1989-1999).

.

Była żoną Ryszarda Matuszewskiego (od 1961 r.), szwagierką pisarza Jerzego Pytlakowskiego. Jej córka, Janina Szymańska-Kumaniecka (1940-2007) była tłumaczką i dziennikarką (m.in. w redakcji pisma "Nowaja Polsza"), syn - Mikołaj Szymański (ur. 1954) – jest filologiem klasycznym, wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego.

Irena Szymańska, Ryszard Matuszewski, Jacek Bocheński - Warszawa, Polski PEN Club, 1997 r.
© Fot. Mariusz Kubik

Twórczość

* „Kto się bał Stefana Szaleja...” (jako Anna Kormik, Iskry 1973; tłumaczenia na j. czeski, słowacki i włoski)

* ”Cicha śmierć” (jako Anna Kormik, Czytelnik 1980; ISBN 83-07-00260-5)

* „Miałam dar zachwytu. Wspomnienia wydawcy” (Czytelnik 2001; Zebrał i opracował Ryszard Matuszewski; ISBN 83-07-02810-8)

Przekłady (wybór)

* Joseph A. Barry, „George Sand : żywot jawnogrzesznicy” (Państwowy Instytut Wydawniczy 1996, ISBN 83-06-02221-1; seria „Biografie sławnych ludzi”)

* Anthony Burgess, „Klaskać jedną ręką” (tłum. pod nazwiskiem Jadwigi Rutkowskiej; Czytelnik, 1976, „Seria z kotem”)

* George Bush i Victor Gold, „Patrząc w przyszłość: autobiografia” (tłum. pod nazwiskiem Jadwigi Rutkowskiej, wespół z Sergiuszem Kowalskim; Wyd. “Topos”, Gdańsk, 1990; ISBN 83-00-03266-5)

*John Cummins, „Francis Drake” (Państwowy Instytut Wydawniczy, 2000, ISBN 83-06-02764-7; seria „Biografie sławnych ludzi”; teksty poetyckie przeł. Dorota Kozińska)

* Antonia Fraser, „Sześć żon Henryka VIII” (wespół z Agnieszką Nowakowską; Rachocki i S-ka, Pruszków, 1994, ISBN 83-86379-04-9; Świat Książki, 1996, ISBN 83-7129-961-3)

* Edward Gibbon, „Upadek Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie” (Państwowy Instytut Wydawniczy, 2001; seria „Rodowody Cywilizacji”; przypisy przełożył Mikołaj Szymański, ISBN 83-06-02767-1)

* Josephine Hart, „Grzech“ (Amber, 1996, ISBN 83-7082-492-7).

* Christopher P. Hill, „Oliver Cromwell i Rewolucja Angielska” (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1988, ISBN 83-06-01582-7; seria „Biografie sławnych ludzi”)

* Paul Murray Kendall, „Ludwik XI: »...Europa w sieci pająka...«" (Państwowy Instytut Wydawniczy 1976; 1996, ISBN 83-06-02545-8; seria „Biografie sławnych ludzi”)

* David Herbert Lawrence, „Zakochane kobiety” (Czytelnik, 1986, ISBN 83-07-01064-0; „Comfort” 1991, ISBN 83-85377-03-4)

* Herbert R. Lottman, „Albert Camus: biografia” (Oficyna Szczepan Szymański, 1996).

* Guy de Maupassant, „Jedyna miłość i inne opowiadania” (autorka wyboru; Wyd. Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek 1987; ISBN 83-85000-44-5)

* Margaret Millar, „Śmierć w hotelu” (Czytelnik, 1981; "Seria z jamnikiem"; ISBN 83-07-00277-X)

* John Murrell, „Mimo wszystko” (tłum. wespół z Mirą Michałowską; spektakl teatralny; Teatr Współczesny, Warszawa, Spektakle premierowe: 19 i 20 kwietnia 2005)

* John Murrell, „Sarah albo krzyk mangusty” (tłum. wespół z Mirą Michałowską, spektakl teatralny; Scena Prezentacje, Warszawa, premiera 12 kwietnia 1996)

* Geoffrey Parker, „Filip II” (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1985, ISBN 83-06-01215-1, seria „Biografie sławnych ludzi”)

* Albert Frederick Pollard, „Henryk VIII” (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1979, ISBN 83-06-00254-7; 1988, ISBN 83-06-01708-0, seria „Biografie sławnych ludzi”).

* Patrick Quentin (pseud.), „Mój syn mordercą? „(Iskry, 1989, ISBN 83-207-1147-9, seria: „Klub Złotego Klucza”)

* Georges Simenon, „Kot” (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1976, seria: „Klub Interesujaącej Książki”)

* Stefan Themerson, „Euklides był osłem” (Państwowy Instytut Wydawniczy 1989; ISBN 83-06-10781-1)

* Scott Turow, „Uznany za niewinnego” (tłum. pod nazwiskiem Anny Kormik; wespół z Sergiuszem Kowalskim; Wyd. Wojciech Pogonowski 1991, ISBN 83-85094-10-5)

* Gore Vidal, „Stworzenie świata” (Państwowy Instytut Wydawniczy 1988, ISBN 83-06-01618-1; 1997, ISBN 83-06-02653-5; wespół z Mirą Michałowską)

Bibliografia

* Ewa Berberyusz, „Rzeczy śmieszne”, „Rzeczpospolita” („Plus-Minus”), nr 86 (4946), 11-13.04.1998.

* Anna Bernat, „Odeszła Nike z Wiejskiej”, „Życie”, 12.05.1999.

* Ryszard Marek Groński, „Żal po Irenie”, „Polityka” nr 21 (2194), 22.05.1999.

* Lektor (Tomasz Fiałkowski), „Wydawca, przyjaciel”, „Tygodnik Powszechny”, 13.05.2001.

* Tomasz Jastrun, „Duże wzruszenia i małe wątpliwości”, „Rzeczpospolita” („Plus-Minus”), 21-22.08.1999.

* Barbara N. Łopieńska, „Główny temat kłótni. Rozmowa z Ireną Szymańską i Ryszardem Matuszewskim” [w:] „Książki i ludzie” (Wyd. Twój Styl, 1998; ISBN 83-7163-074-3).

* Krzysztof Masłoń, „Irena Szymańska (1921-1999), Wróżenie z fusów”, „Rzeczpospolita” nr 111 (5276), 14.05.1999.

* K.M. (Krzysztof Masłoń), „Rytuały Ireny Szymańskiej”, „Rzeczpospolita”, 16.05.2001.

* Ryszard Matuszewski, „Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka” (Iskry, 2004, str. 452-454; ISBN 83-207-1764-7).
* Ryszard Matuszewski, „Niewiele wzruszenia, sporo wątpliwości”, „Rzeczpospolita”, 4-5.09.2001.

* Ryszard Matuszewski, „O wspomnieniach Ireny Szymańskiej” [w:] „Irena Szymańska, Miałam dar zachwytu. Wspomnienia wydawcy” (Czytelnik, 2001)

* Andrzej Szczypiorski, „Irytacje. Zabójcza prawda, kojące kłamstwo”, „Polityka” nr 25 (2198), 19.06.1999.

* Piotr Szewc, „Kibic cudzego sukcesu (Wspomnienia Ireny Szymańskiej)”, „Gazeta Wyborcza”, 7.05.2001.

* Irena Szymańska, „Mój przyjaciel Jerzy”, „Kwartalnik Artystyczny” nr 4/1997, s. 82-101.

* Irena Szymańska, „Na dziś, na jutro”, „Polityka” nr 21 (1264), 23.05.1981.

* Irena Szymańska, „Prawdziwy wydawca”, „Nowe Książki” 5/1997

* Jacek Żakowski, „Przy stoliku w Czytelniku”, cz. I - III („Gazeta Wyborcza”, „Magazyn”, grudzień 1993-styczeń 2004)

* Józef Życiński, „Pobożne życzenia zbuntowanych”, „Rzeczpospolita” nr 38 (351), 18-19.09.1999.

„Irena mądra. Przyjaciele o Irenie Szymańskiej”, „Gazeta Wyborcza”, 10.05.1999 (wypowiedzi: Wisława Szymborska, Leszek Kołakowski, Adam Michnik, Hanna Krall, Jacek Bocheński, Gustaw Holoubek, Jerzy Szperkowicz, Leopold Unger, Tadeusz Drewnowski, Paweł Hertz, Jerzy Markuszewski, Erwin Axer, Ryszard Kapuściński; opracowanie: Anna Bikont, Joanna Szczęsna).

Oprac. MARIUSZ KUBIK

[Tekst biogramu został także umieszczony w Wikipedii.]

Nagrobek Ireny Szymańskiej na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie

© Fot. Mariusz Kubik

Ryszard Matuszewski: Marzenia o sławie (Wspomnienie o Janie Kotcie, 2002) (cz. I)

.

Ostatnią z rozmów przeprowadzonych - niespełna dwa miesiące przed śmiercią - z Anną Krajewską-Wieczorek Janek Kott zaczyna od wyznania, że już jako cztero- czy pięcioletnie dziecko chciał być sławny. Jeszcze nie wiedział jak ani w jakiej dziedzinie, ani co to właściwie znaczy, ale ta ambicja, to jakieś nieokreślone pragnienie sławy już go nurtowało.

Czy takie rzekome wspomnienie osiemdziesięciosiedmioletniego człowieka z wczesnego dzieciństwa to rzeczywiście funkcja pamięci, z którą mój przyjaciel - jak sam wciąż w swym „Przyczynku do biografii” napomyka - miał ustawiczne kłopoty, czy raczej funkcja do końca pracującej, do końca ruchliwej wyobraźni - naprawdę trudno orzec.

Jeżeli nawet nosił tę buławę sławy w swoim szkolnym tornistrze, to muszę powiedzieć, że w pierwszych latach naszej przyjaźni, latach dojrzewania, ambicje Janka nie wyradzały się bynajmniej - jak to przecież często bywa z ludźmi przez nadmiar ambicji pożeranymi ? w żaden, ciążący na obcowaniu z nim, rodzaj wywyższania się czy wyosabniania. Wręcz przeciwnie. Mało zdarzyło mi się poznać w życiu ludzi bardziej poszukujących przyjaźni, równie łatwo nawiązujących bliskie, koleżeńskie kontakty. Określiłbym Janka nawet jako typ organizatora przyjaznych związków między ludźmi, czy było to wspólne redagowanie szkolnych pisemek, czy - później - różne inicjatywy współdziałania w życiu intelektualnym i artystycznym naszych lat studenckich. Był otwarty na ludzi, pozbawiony jakichkolwiek skłonności do zawiści. Jego niepamiętliwość - w przeciwstawieniu do zajadłej pamiętliwości tych, co mu do końca nie mogli wybaczyć życiowych pomyłek - jest czymś zdumiewającym.

Oczywiście ta niekiedy naiwna dobroduszność i towarzyskość Janka jego osobistym ambicjom nie zaprzeczała. Po wydaniu przez nas trzech, Janka, mnie i Włodka Pietrzaka, wspólnego debiutanckiego zbiorku wierszy (żaden z nas nie miał jeszcze ukończonych lat dwudziestu), właśnie Janek był inicjatorem naszych pierwszych wizyt u głośnych poetów, jak Tuwim czy Słonimski, potrafił też zaskoczyć nas buńczucznym oświadczeniem, iż właściwie nie widzi przeszkód, byśmy kiedyś osiągnęli w literaturze podobną pozycję co ówcześni luminarze polskiego Parnasu. Zgadzałoby się to z owym dziecinnym marzeniem o sławie, które - jak na to wskazują jego późniejsze osiągnięcia - umacniało się w miarę lat.

I właściwie dopiero kiedy dziś zastanawiam się, jak doszło do tego, że po czterech latach hitlerowskiej okupacji, czasie absolutnej niestabilności życia i codziennych zagrożeń, Janek wkroczył w okres powojenny z gotowym tomem szkiców literackich, właśnie w owych trudnych i niebezpiecznych latach napisanych, dochodzę do uświadomienia sobie, jakie bodźce już skrystalizowanych ambicji nim wtedy kierowały. Jak bardzo miał już pewność, że będzie - nie! - że już jest pisarzem.

Na obozie w Szczawnicy (1930 r.). Czwarty Zdzisław Jeziorański, piąty - Ryszard Matuszewski, ostatni - Janek Kott
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

19:57, ryszardmatuszewski , VARIA
Link Dodaj komentarz »
Ryszard Matuszewski: Marzenia o sławie (Wspomnienie o Janie Kotcie, 2002) (cz. II)

Tom nosił tytuł „Mitologia i realizm” i trzeba stwierdzić, że mało która z wówczas wydanych tuż powojennych książek nabrała takiego rozgłosu, wywołała tyle polemik. Składała się z pięciu esejów. Pierwszy – „Przed końcem świata” - był refleksją z lektury Tacyta. Trudno o wybór bardziej znaczący. "Kiedy Tacyt kończył dzieje obłąkanych cezarów, św. Jan na wyspie Patmos wieścił czterech jeźdźców Apokalipsy" - pisał Kott, podkreślając, że te „dwa największe eschatologiczne dzieła starożytności powstały w tym samym czasie”. Po czym, zestawiając Tacyta z poprzednimi dziejopisami Rzymu, Cezarem i Liwiuszem, stwierdzał: „Groźna jest lektura Tacyta i biada epoce, dla której staje się on pisarzem współczesnym [...]. Dał wyraz czasom pogardy i spodlenia, w których przeglądać się mogą i odnajdywać następne epoki, zbyt już wewnętrznie porażone, aby same sobie mogły wystawić świadectwo”.

Czytając Tacyta i pisząc o nim w latach Zagłady i największego stężenia systemów totalitarnych XX-wiecznej Europy, Kott precyzyjnie określał perspektywę, z której obserwował i oceniał własną współczesność. Ale dodatkowej wymowy nabiera to jego uczulenie na współczesność, kiedy czytamy napisany blisko pół wieku później Przyczynek do biografii. Kiedy opisuje, jak - wracając z biblioteki uniwersyteckiej z brulionem rozpoczętego szkicu o Tacycie - został zatrzymany przez patrol niemiecki. W opisie Janka jego bezradne tłumaczenie żandarmom, że to „Germania, Tacitus, Deutsche, Deutsche”, nabiera nieoczekiwanych cech groteski. Ale wszyscy, którzyśmy tamten czas przeżyli, wiemy, że o tym przeżyciu zawsze decydował łut szczęścia i że ten łut szczęścia miewał bardzo często ów nieoczekiwanie groteskowy wymiar.

Fotografia maturalna klasy VIII a - Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Warszawie (czerwiec 1932 r.). Ryszard Matuszewski - trzeci od lewej w pierwszym rzędzie od góry, obok niego (drugi od lewej) - Jan Kott. Zdzisław Jeziorański - w drugim rzędzie od góry, trzeci od lewej (pod portretem Ignacego Mościckiego)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Następne szkice Janka, zawarte w „Mitologii i realizmie”, nie przypadkiem koncentrowały się głównie na wybranych autorach i zjawiskach z zakresu literatury francuskiej. Poszerzenie znajomości tej literatury umożliwiło Kottowi m.in. roczne stypendium rządu francuskiego, które uzyskał w 1938 roku dzięki błyskotliwie zdanemu egzaminowi w Instytucie Francuskim w Warszawie, u prof. Fabre'a. Nie wydaje się jednak, by pociągała go kariera uczonego romanisty. W pisarstwie francuskim nie tylko nasza generacja, ale i kilka pokoleń od nas starszych odnajdowało coś w rodzaju wzorca dokonujących się w światowej literaturze przemian, Anglicy i Amerykanie przyszli później. Poważny bodziec i ułatwienie tej naszej recepcji literatury francuskiej stanowił oczywiście szeroko zaprogramowany i świadomie ukierunkowany dorobek translatorski Boya i Kott Boyowi wiele zawdzięczał. A jednak w strefie interpretacji trudno w nim widzieć kontynuatora Boya. Z Boyowskiego kanonu klasyków Kott wybrał jako przedmiot swoich rozważań w Mitologii i realizmie tylko Stendhala. Zjawiska literackie, które brał na warsztat, interesowały go już bowiem wtedy z nieco innego punktu widzenia. Motto, które otwiera „Mitologię i realizm”, jest mottem z Marksa.

Szukający w latach okupacji odpowiedzi na nurtujące go pytania o ład historii, ukazującej nam wówczas jedynie wykrzywione oblicze tryumfu zbrodni i chaosu, Kott nie był bynajmniej odosobniony w swoich nadziejach, wiązanych z materializmem historycznym. Dopatrywanie się w procesie literackim faz odpowiadających procesowi rozwoju ekonomicznego i społecznego, wydawało się kuszącą metodą wyjaśniania zjawisk. Nie tylko kuszącą: także otwierającą szerokie perspektywy myślenia swobodnego i niezależnego. Pisząc o Stendhalu, Kott widzi jego wielkość zarówno w wierności tradycji kartezjańskiej („człowiek jest to substancja, której istotę stanowi myślenie”), jak w roli analityka wielkich namiętności, które były rysem dominującym nie tylko u Stendhalowskich bohaterów, ale i u samego Stendhala, nieodrodnego syna burzliwej epoki, w której żył. To z analizy dzieła Stendhala i jego bohaterów bierze początek akcentowana przez Kotta wręcz uporczywie wizja "wielkiego realizmu", nie stroniącego od "wyolbrzymień i uproszczeń". "Wielcy realiści - pisał - nie wstydzili się wyrażać własnych namiętności, przekonań i sądów. Wielki realizm nie jest sprzeczny z gniewem, buntem i pogardą. Nie lęka się sądu epoki, ale sam ją sądzi. I dlatego stwarza bohaterów. Mały realizm nie rozumie historii i nie umie odczytać jej z czynów ludzkich. Niemoc swą okrywa fałszywym dogmatem o bezstronności artysty".

Analiza "przygody duchowej" nadrealizmu i "dramatu pozorów" w twórczości André Gide'a to dobitny przykład tego, jak Janek umiał wykorzystać inspiracje Lukácsowskie. Awangardowe ruchy artystyczne lat międzywojennych, które tak fascynowały go jeszcze w czasie przedwojennego pobytu we Francji, teraz wyrażały dla niego przede wszystkim niewiarę w możność, sens i pożytek racjonalnego poznania. Twórczość André Gide'a uważał za kliniczny przykład agonii "myśli mieszczańskiej" i dowód, że model psychiki człowieka złożonej ze sprzecznych i zmiennych elementów, człowieka „wyswobodzonego z więzów społecznych”, jest modelem z gruntu fałszywym i nie odpowiadającym rzeczywistości.

Przykłady krytycznych analiz Kotta, zwłaszcza przykład Gide'a, wybrane były trafnie, ale uogólnienia z nich wywiedzione nie wszystkich przekonywały. Artur Sandauer, najuporczywszy wówczas antagonista Kotta, krytyk, dla którego żywioł polemiki stanowił bez wątpienia główną siłę napędową, w sporach z nim często trafiał w sedno, choć przeciwnikowi swemu wiele zawdzięczał, nawet tytuł własnych felietonów w "Odrodzeniu". Kott pisywał swoje pod tytułem Po prostu, Sandauer swoim ripostom nadał tytuł Zawile. Jako konsekwentny miłośnik poezji i prozy awangardowej, odbiegającej od postulowanych wówczas przez Kotta reguł realizmu, zarzucał mu, że jego konstrukcja „raju realistycznego” w literaturze ma „jak piekło dantejskie - formę lejka, zbudowanego w czasie. Z tyłu - od strony przeszłości - jest szerokie wejście: tamtędy wchodzi różne szesnasto-, siedemnasto- i osiemnastowieczne wesołe bractwo, fantaści, absurdaliści, groteskowcy, w ogóle wszyscy, których by się chciało mieć w towarzystwie. A z przodu ? od strony teraźniejszości ? jest mała furtka [...] i tamtędy wchodzi tylko Malraux, i to za okazaniem przepustki”.

19:49, ryszardmatuszewski , VARIA
Link Dodaj komentarz »
Ryszard Matuszewski: Marzenia o sławie (Wspomnienie o Janie Kotcie, 2002) (cz. III)

Malraux był pozytywnym bohaterem szkicu "O laickim tragizmie", ostatniego w zbiorze "Mitologia i realizm". Bohaterem potraktowanym krytycznie był Conrad. Szkic "O laickim tragizmie" pisał Janek w ostatnim roku okupacji, w trakcie ustawicznych, przymusowych przeprowadzek. W "Przyczynku do biografii pisze": „...wyprowadzić się od pani Majewskiej znaczyło nie tylko szukanie nowego schronienia, ale co najmniej na tygodnie zaprzestanie pisania. A właśnie wtedy bardzo dobrze mi się pisało. Zaczynałem właśnie esej o Malraux i Conradzie”.

Żaden esej Janka nie spowodował tak nobilitującej go, choć zarazem bezwzględnie podważającej jego sądy krytycznej reakcji, jak szkic „O laickim tragizmie”. Polemikę z nim podjęła w 1946 roku sama Maria Dąbrowska. Zacieśnienie przez Janka Conradowskiego pojmowania wierności do moralnego nakazu lojalności wobec kapitalistycznych armatorów oraz przeciwstawienie go wierności idei rewolucji u Malraux wzburzyło autorkę Nocy i dni. „Na szczęście nie potrzebuję dowodzić - pisała Dąbrowska - że Conrad nie zachwyca się światem przedsiębiorców i armatorów okrętowych, skoro Jan Kott sam stwierdza, że to jest świat, którym Conrad pogardza [...]. «Wymierzanie sprawiedliwości», i to surowej, często bezlitosnej, światu «interesów materialnych », rozumianych właśnie jako interesy zysku i wyzysku, co więcej - światu imperialistycznemu ze zbrodniczością jego np. polityki kolonialnej [...], przepełnia karty wielu dzieł Conrada i przeoczyć to może tylko ten, kto nie chce tego dostrzec. Lub ten, kto nie uznaje innego potępienia krzywdy, wyzysku i niewoli, jak w imię wyznawanej przez siebie doktryny”.

Z Janem Kottem (1914-2001), w Stawisku (1979 r.)
© Fot. Irena Szymańska / Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Obawie przed interwencją cenzury przypisać należy zapewne pominięcie przez Dąbrowską dla wszystkich wówczas oczywistego podtekstu szkicu Kotta. Sam on pisał o tym po latach w Przyczynku do biografii, choć - pomijając całkowicie polemikę Dąbrowskiej - autoocenę własnego szkicu O laickim tragizmie przeprowadzał na marginesie innej, jeszcze okupacyjnej dyskusji: dotyczyła ona opowiadania Andrzejewskiego Przed sądem i odbyła się u mnie w domu, na Żoliborzu, z udziałem Miłosza, Jastruna, Janka, Władka Bieńkowskiego, Stefana Żółkiewskiego i - oczywiście - moim.

„W tej mrocznej opowieści - charakteryzował Kott opowiadanie Andrzejewskiego - błąkały się chyba jeszcze jakieś cienie Bernanosa. Kiedy Jerzy skończył, zaczęła się gwałtowna dyskusja. Pierwszy zaatakował Andrzejewskiego Bieńkowski i rzucił mu w oczy, że w zamaskowany sposób usprawiedliwia zdradę. Nastąpił wyraźny podział. Andrzejewskiego bronił Miłosz. Stefan, Mieczysław [Jastrun] i potem ja mówiliśmy o sądzie historii, która decyduje [...]. W tej namiętnej dyskusji ani razu [...] nie padły słowa: «Armia Krajowa». I dopiero późno w nocy, kiedy nie mogłem zasnąć, zdałem sobie sprawę, że przecież o nią szło. O obronę albo o potępienie wierności w klęsce. Za parę tygodni było powstanie...”.

Tu Janek, jak zwykle gdy chodzi o chronologię, myli się najjaskrawiej. Dyskusja o opowiadaniu Andrzejewskiego odbyła się wiosną roku 1942, Janek zaś pisze: "Zdążyłem jeszcze skończyć rozdział o Conradzie i wierności aż do końca kapitanów tonących okrętów, którego jeszcze w wiele lat po wojnie nie mogli mi darować nie tylko wrogowie, ale i przyjaciele". Oczywiście Janek mylnie wiąże powstałe w roku 1941 opowiadanie „Przed sądem” z problemem AK. Chodziło tam po prostu o psychologiczny problem zdrady przyjaciela z lęku przed samotną śmiercią, zdrady, której bohaterowi nie wybaczyłaby żadna organizacja konspiracyjna, i traf chciał, że atakowali za nie Andrzejewskiego właśnie PPR-owcy. Natomiast Conrad był rzeczywiście jednym z najpilniej czytanych autorów w latach okupacji i atak na jego pojmowanie wierności, także wierności przegranej sprawie, odczytywano po wojnie, kiedy szkic „O laickim tragizmie” się ukazał, jako wyraźną polemikę z etosem AK-owców.

Na tej samej stronie, na której Janek pisze o dyskusji nad opowiadaniem Andrzejewskiego, odnajduję - właśnie w kontekście opisanego tam naszego spotkania - zdanie: „Różnice ideowe nie były jeszcze wtedy tak bardzo ostre i różne przynależności nie rozrywały przyjaźni i wzajemnego zaufania między przyjaciółmi, szczególnie w tym środowisku, na poły literackim. Rysiek zresztą nie brał mego komunizowania poważnie, a Maryna [Zagórska] wręcz się z niego śmiała”.

Tu - przynajmniej jeśli chodzi o mnie - Janek się nie myli. Przez długi czas nie traktowałem poważnie ani jego zaangażowania w działalność PPR, ani jego uprzednich fascynacji Maritainem i postępowym nurtem katolicyzmu. Nie byłem w tym odosobniony: sam Janek cytuje w „Przyczynku...” fraszkę o sobie, pióra Włodzia Słobodnika:

Pójdzie na prawo: istny Mauriac,

Katolicyzmu zgłębia dno;

Pójdzie na lewo: Marks, historia,

I materializm, i Malraux.

Pod tym względem bardzo podobny był do Janka Jerzy Andrzejewski i może dlatego w latach naszych zbliżeń z czasu okupacji ten wybitny pisarz tak bez oporu ulegał politycznym sugestiom Janka. Zmienił np. całkowicie pierwotną koncepcję opowiadania „Wielki Tydzień”. Tylko Jarosław Iwaszkiewicz odnotował w swoich zapiskach wrażenia (krytyczne zresztą) z pierwszej, okupacyjnej wersji tego utworu. Żaden egzemplarz tej wersji, moim zdaniem o wiele lepszej, ograniczonej wyłącznie do problematyki moralno-psychologicznej, nie ocalał. Po wojnie, w tomie „Noc”, utrwalona została przez Andrzejewskiego wersja poprawiona według ówczesnych sugestii Kotta: wprowadzała porozdzielane bohaterom różne racje polityczne i ukazywała "poprawny klasowo" przekrój społeczeństwa.

Początek swego ulegania „pokusie uniwersalnego systemu i uniwersalnej metody” Janek odnosi w „Przyczynku do biografii” - do połowy lat trzydziestych i wiąże z zaangażowaniem w teoretyczne dyskusje ówczesnego Koła Polonistów UW. „Byłem zawsze bardzo głodny wielkich teorii, fakty interesowały mnie o wiele mniej” - wyznaje i to się wyraźnie sprawdza w lekturze splątanych wątków jego wspomnień. Sam przyznaje, że jego „gusta literackie były jednak lepsze od wyborów politycznych”. Pamiętam doskonale moment, kiedy - zamieszkawszy u mnie po przyjeździe ze Lwowa pod koniec 1941 roku - bawił mnie przez kilka tygodni dowcipnymi i sarkastycznymi opowieściami o sowieckiej okupacji we Lwowie. Potem wybrał się na Tarczyńską do Żółkiewskiego i po powrocie oświadczył z całą powagą, że wstępuje do PPR. Zrobił to w czasie, w którym nie sposób było dopatrywać się w tym elementu kalkulacji. Nikt jeszcze nie przypuszczał, że zachodnie mocarstwa skażą nas na zależność od ZSRR. Wybór Janka miał czysto doktrynalny charakter. Nie mógł się tłumaczyć nawet tym, że nie wiedział lub nie rozumiał sensu procesów moskiewskich i paktu Ribbentrop-Mołotow.

W „Przyczynku do biografii” Janek pisze o długotrwałych trudnościach, z jakimi musiał się borykać jeszcze po kilkunastu latach pobytu w USA, by uzyskać amerykańskie obywatelstwo. „L. i dzieci dostały [je] wcześniej, ale moje starania spotykała ciągle odmowa. Powodem była oczywiście przynależność do Partii. «Nasze przepisy uwzględniają różnego rodzaju okoliczności » - tłumaczył mu amerykański urzędnik - jeżeli ktoś wstąpił do komunistycznej partii, żeby ratować życie, to jest to okoliczność usprawiedliwiająca i nie ma przeszkód, żeby mu przyznać obywatelstwo. Jeżeli ktoś wstąpił do tego rodzaju organizacji, żeby ratować życie swojej najbliższej rodziny, to jest to także okoliczność łagodząca. Jeżeli - popatrzył na mnie bystro [...] - ktoś został członkiem wywrotowej partii, żeby sobie ułatwić życie i dla oczywistych korzyści materialnych, to [...] nie jest to może w kategoriach moralnych postępek godny pochwały, ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi... Ale pan - spojrzał na mnie już bez uśmiechu - wstąpił do nielegalnej komunistycznej partii [...] w Warszawie w czasie wojny, kiedy groziła za to kara śmierci. Na to już nie ma usprawiedliwienia. Pan jest hardcore komunistą”.

19:47, ryszardmatuszewski , VARIA
Link Dodaj komentarz »
Ryszard Matuszewski: Marzenia o sławie (Wspomnienie o Janie Kotcie, 2002) (cz. IV)

W swoich wspomnieniach z pierwszych lat po wojnie, kiedy współtworzył „Kuźnicę” i kiedy z pełnią dobrej wiary pisał broszury „O społecznym awansie i o wydobyciu węgla” (Węgiel - tego tekstu gratulował mu osobiście Hilary Minc), Janek nie oszczędza siebie. Nie wiem, czy ktoś inny potrafiłby - nawet po latach - zdobyć się na skreślenie takiej sceny jak ta, która rozegrała się między nim a jego żoną Lidką wiosną 1945 roku w Hotelu Francuskim w Krakowie: „L. powiedziała zaraz na wstępie, niemal zanim weszła do pokoju [...]: «Stalin jest mordercą ». «Wyjdź! - powiedziałem. Przy mnie nie będziesz takich rzeczy mówić ». Wyszła. Wróciła dopiero po roku albo może nawet po roku z okładem [...]. L. nie zmieniła zdania. Ani ja. Jeszcze bardziej w powojennej euforii i w partyjnej wściekliźnie. «Trzy razy tak! ». I niech AK się ujawni albo zostanie zgnieciona. Zacząłem mieć gorączki. Chyba z płuc. L. nie złagodniała, ale wróciła. Powinienem już wtedy wszystko wiedzieć. Ale co to znaczy wszystko? I trzeba jeszcze chcieć wiedzieć. Ten rodzaj wiedzy, to wiedzenie nie jest nigdy czyste, zwłaszcza wtedy nie było czyste, zmącone przecież nie tylko strachem, ale i pasjami, a w tych pasjach była wtedy chyba po równi nienawiść i nadzieja. Jeszcze chyba do końca nie starta”.

A jednak nawet wtedy nie traktowałem ówczesnych pasji politycznych Janka zbyt serio. Zespół „Kuźnicy”, do której też wtedy zacząłem pisać, to był jednak dla mnie - poza paroma wyjątkami - zespół ludzi nie tylko przyjaznych, ale raczej łagodnych. Stefan Żółkiewski jowialnie grzmiał, pisał zakalcowate kolubryny („Jak to się dzieje, że ty lepiej piszesz, niż myślisz? A ja odwrotnie!” - pytał Janka), ale każdy, kto go znał, i to jeszcze z Koła Polonistów w latach przedwojennych, wiedział, że w praktyce pomagał, komu tylko mógł. Zofia Nałkowska w „Dziennikach” zarzucała mu wtedy „obojętność na wartości literackie, sztywność ocen i doktrynerstwo”. Jeszcze krytyczniej odniosła się Nałkowska do Kotta, wystawiając mu zarówno w dzienniku z lat okupacji, jak powojennych opinię wręcz miażdżącą: „Zbliżają nas zainteresowania i smaki estetyczne. Ale obraża mię jego całkowita niemoralność, gdy właśnie moralność głosi w piśmie i nią gnębi, i terroryzuje innych. Pewność swej jakiejkolwiek i każdorazowej słuszności, przymilność i zarazem arogancja. Zadowolenie z siebie, doskonałe bawienie się mnóstwem swych nie tylko taktycznych błędów, ale niesprawiedliwości i głupstw. Zupełna nieodpowiedzialność”. Zastanawiające, że ten wyraźnie niechętny, choć z psychologiczną wnikliwością demaskujący słabostki Janka, sąd formułuje pisarka aprobująca polityczne założenia ustrojowe Polski pojałtańskiej, więcej, nie stroniąca od przyjmowania oficjalnych honorów i stanowisk, które władze jej proponowały.

O wiele przychylniej odnosi się na ogół do Janka Maria Dąbrowska, choć to ona polemizowała z nim w sprawie naprawdę ważnej. Pod datą 27 VI 1950, opisując warszawski Zjazd Literatów, notuje, że to właśnie Kott ujął się za nią jako „zasłużoną starszą pisarką klepaną po ramieniu przez gówniarzy”. Życzliwie też na ogół referuje późniejsze spotkania Janka z nią i Anną Kowalską.

Najistotniejsze wydaje mi się to, że Janek nigdy nie był dla nikogo, w kręgu tych, co go znali, kimś obojętnym. Gdy myślę o „Kuźnicy”, widzę Mietka Jastruna, który - jak przypomina Janek - obrażał się na najlżejszy nawet cień krytyki swoich wierszy, ale kiedy po pierwszych powojennych antysemickich pogromach ogłosił pamiętny tekst o „Potędze ciemnoty”, nikt z ludzi przyzwoitych nie mógł wątpić, że racja jest po jego stronie. Charakter wykazywał też, drukując Borysa Pasternaka i Achmatową, gdy ich najostrzej atakowano w Moskwie. Groźny wydawał mi się do pewnego czasu tylko Ważyk. Jego atak na Gałczyńskiego ("ukręcić łeb mieszczańskiemu kanarkowi!”) był sygnałem estetycznego terroru o krótkotrwałych - na szczęście - konsekwencjach. „Terroretykiem” nazywaliśmy Ważyka (dla nas Ważunia) z jego słynnym naganem jeszcze w czasach lubelskich. Potem była „Mądrość Stalina - rzeka głęboka!”, ale i na Ważyka przyszła kryska. Skarcony przez wiernych, lecz niezbyt mu życzliwych towarzyszy naganą partyjną za „dygnitarstwo” i zdjęty z funkcji redaktora „Twórczości”, którą prowadził w najgorszym czasie 1950-54, lecz i wówczas chyba z przesadną gorliwością, zrobił nagły zwrot o 180 stopni. Ogłosił sensacyjny „Poemat dla dorosłych”, po czym stwierdził, że w latach stalinowskich po prostu zwariował.

Paweł Hertz wiedział wszystko i nie krył niczego nawet wtedy, kiedy na początku roku 1947 zapisywał się do PPR. Miał za sobą doświadczenie rąbania drzew na Uralu i gdyby przyszło mu po latach ubiegać się, jak Janek, o amerykańskie obywatelstwo (wiem, że to casus irrealis), urzędnik do spraw imigracji potraktowałby go z pewnością z o wiele większym zrozumieniem niż Janka. Adolf Rudnicki, którego najświetniejsze opowiadania, zaraz po wojnie drukowane w „Kuźnicy”, budziły nasz zgodny podziw, miał katastroficzną świadomość, kiedy powiedział do Janka: „Kopiemy sobie wszyscy grób”. „Zapadło mi to powiedzenie Adolfa - pisał Janek - w jakąś niepamięć, chyba obronną, i wróciło dopiero po latach. Nie rozumiałem, co przez to chciał powiedzieć. Ale Adolf miał jakąś inną od nas wszystkich czułość i inne sumienie, może dlatego, że ciągle był jeszcze pogrążony w zagładzie swojego narodu. Nawet nie bardzo wtedy zdawałem sobie wtedy sprawę, że kopiemy grób innym, i to coraz zacieklej” („Przyczynek do biografii”).

Dla Janka pierwszym szokiem, który go otrzeźwił i wytrącił z dobrego samopoczucia i ślepej wiary pierwszych lat powojennych było zderzenie z generacją młodszych, znacznie bardziej wtedy sfanatyzowanych następców. W roku 1948 nadszedł moment, kiedy kierownictwo partii zaczęło umiejętnie podsycać i przebiegle rozgrywać te pokoleniowe antagonizmy, zawsze jednak akcentując, że nie o żadną walkę pokoleń chodzi, ale o jedynie słuszną partyjną linię. Janka - jak zwykle - uratował przede wszystkim niezawodny smak literacki. Na socrealizm nabrać się nie dał: wyczuł, że to moment zwrotny. Jak pisze w „Przyczynku...”, na katedrę romanistyki we Wrocławiu trafił dlatego, że go partia przesunęła na "boczny tor" z uwagi na jego okupacyjne powiązania z krajowymi działaczami PPR, oskarżanymi wtedy o „prawicowe odchylenie”. Możliwe, że tak było, bez wątpienia natomiast zainteresowanie "szkołą klasyków" i francuskimi encyklopedystami było dobrym azylem w okresie urzędowego lansowania produkcyjniaków. Drogi nasze wyraźnie zaczęły się wtedy rozchodzić. Podczas gdy ja starałem się przystosować do sytuacji, on - zwłaszcza w okresie "odwilży" - zaczął coraz ostrzej się buntować. Kiedy po październiku 1956 mnie przez dłuższy czas jeszcze wydawało się, że - w porównaniu z okresem stalinowskim - jest zdecydowanie lepiej, on już wyzbył się wszelkich złudzeń. Oddał legitymację partyjną późną jesienią 1957 roku, kiedy Gomułka wstrzymał publikację pierwszego numeru pisma „Europa”, w którego redakcyjnym zespole znalazło się również kilku byłych „Kuźniczan” (obok Kotta - Hertz, Żuławski, Jastrun, Ważyk).

W tym samym mniej więcej czasie - jak wyznaje w „Przyczynku do biografii” - nawiązuje kontakt, bynajmniej nie tylko sentymentalny, z dawnym kolegą szkolnym, a wówczas dyrektorem polskiej rozgłośni RWE - Nowakiem-Jeziorańskim. Wspomnienia Nowaka fakt ten potwierdzają.

„Informowałem go - pisze Kott w „Przyczynku...” - najdokładniej jak umiałem, o sytuacji w Partii. Nie potrafię nawet teraz dokładnie powiedzieć, dlaczego to robiłem. Na pewno pociągała mnie gra, ryzyko i nowa zabawa w konspirację [...]. Od Nowaka dzieliła mnie polityczna przeszłość i widzenie przyszłości. Byłem jeszcze długo po innej stronie. Zdawałem sobie jednak jasno sprawę, że w grozie nadchodzenia Moczara i coraz bardziej zaciskającej się obroży, w tym podziale na «oni » i naród, RWE jest sojusznikiem i oparciem”. Na początku lat sześćdziesiątych był już autorem książki, która miała mu przynieść sławę światową. Może była to rzeczywiście realizacja marzeń z najwcześniejszego dzieciństwa? Wystawiająca mu tak złe cenzurki Zofia Nałkowska byłaby może zdziwiona, gdyby mogła zobaczyć półkę z przekładami „Szekspira współczesnego” i przeczytać pełne podziwu i uznania oceny w prasie światowej. Milowy krok od studenckich początków i ambitnego startu w złych czasach został dokonany, Rubikon sławy - przekroczony.

Peter Brook w przedmowie do angielskiego wydania książki Kotta pisał: „Kott jest z pewnością jedynym badaczem epoki elżbietańskiej, który przyjmuje jako rzecz najzupełniej oczywistą, że każdego z czytelników wyrwała kiedyś ze snu w środku nocy policja [...]. Przypadek Kotta uświadamia nam, jaką rzadkością jest uczony badacz lub komentator, który by kiedykolwiek doświadczył tego, co opisuje [...].Szekspir jest współczesnym Kotta, Kott jest współczesnym Szekspira - mówi o nim po prostu, z pierwszej ręki [...]. W naszych czasach Polska znalazła się najbliżej gorączki, niebezpieczeństwa, intensywności, fantazji i codziennego zaangażowania w procesy społeczne, a to właśnie sprawiało, że życie człowieka epoki elżbietańskiej było tak straszliwe, wyrafinowane i fascynujące. Nic więc dziwnego, że to Polak wskazuje nam drogę”.

Czytając te słowa, warto się może zastanowić, czy wielki tryumf Kotta jako pisarza byłby możliwy bez uprzednich lat trudnych i gorzkich, bez pomyłek i potknięć? Bez ryzyka, które podejmował przez całe życie? I bez śmiesznego, dziecinnego marzenia o sławie?

RYSZARD MATUSZEWSKI

Irena Szymańska z Janem Kottem w Stawisku - Podkowa Leśna, 1979 r.
© Fot. Ryszard Matuszewski

19:43, ryszardmatuszewski , VARIA
Link Dodaj komentarz »
Jan Nowak-Jeziorański: Szkolna przyjaźń – wspomnienie o Janku Kotcie i piątce przyjaciół z Mickiewicza (2002)

Lata szkolne. Na fotografii od lewej pięciu przyjaciół z jednej klasy Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Warszawie: Od lewej stoją: Jan Kwiatkowski (syn ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego), Zdzisław Jeziorański, Jerzy Lenczowski, Jan Kott, Ryszard Matuszewski (1929 r.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

*   *   *

Było nas pięciu bardzo zżytych ze sobą przyjaciół z ławy szkolnej w Gimnazjum im. A. Mickiewicza na Sewerynówku. Po śmierci Jana Kotta żyje jeszcze tylko dwóch: Ryszard Matuszewski i ja. Z odejściem każdego następnego ci pozostali odczuwają rosnące poczucie osamotnienia i pustki. Nic nie zastąpi tej bliskości, jaką daje więź pokoleniowa.

Przyjaźń szkolna kończy się zazwyczaj w chwili, gdy opuszczamy naszą "budę" i rozchodzimy się na wszystkie strony. Po latach spotykamy się na sentymentalnych koleżeńskich zjazdach, by razem powspominać i powzdychać. Moja szkolna przyjaźń z Janem Kottem przetrwała wszystkie możliwe podziały, różnice i lata rozłąki. Były takie czasy, kiedy dzieliła nas przepaść, zdawałoby się, nie do przebycia.

Co właściwie złączyło na całe życie tę Piątkę od Mickiewicza? Trzech spośród nas: Janek Kwiatkowski, Jerzy Lenczowski i ja, wychowywało się w rodzinach o tradycjach katolickich i konserwatywnych. Rodzice Matuszewskiego byli radykałami, zbliżonymi do PPS. Rodzice Kotta wywodzili się z zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Przywędrowali do Warszawy z Bielska, gdzie ojciec Janka handlował tekstyliami. Toczyliśmy między sobą nieustanne spory światopoglądowe, poczynając od metafizyki a kończąc na polityce i literaturze. Zacięcie kłóciliśmy się o Sienkiewicza i Żeromskiego. Dla mnie bożyszczem był Sienkiewicz, Kott i Matuszewski byli wielbicielami Żeromskiego, autora „Quo vadis” nie lubili.

Rzecz zastanawiająca, że te zażarte dyskusje, które toczyliśmy przez cztery szkolne lata, nie tylko nie zamieniały się w kłótnie, ale coraz bardziej zbliżały nas do siebie. Schodziliśmy się w naszych domach rodzinnych: u Ryśka na Złotej, u Jurka na Kolonii Lubeckiego, u mnie na Wilczej albo u Kotta na Senatorskiej. Pamiętam, że z okien jego mieszkania na piątym piętrze widać było dachy Starówki, a ponad nimi wieże Świętojańskiej Katedry, dziś już nie istniejące.

Pomimo wszystkich różnic łączyło nas wyniesione z domów rodzinnych poszanowanie dla ludzi o odmiennych przekonaniach. Byliśmy wolni od jakichkolwiek uprzedzeń. Janek imponował błyskotliwą inteligencją, niepospolitą żywością umysłu. Był fenomenalnie zdolny. Nauka przychodziła mu bez najmniejszego wysiłku. Janek i Ryś mieli duże uzdolnienia literackie. Klecili także wiersze.

Nasze życiowe drogi rozeszły się tak daleko, że już w latach okupacji i podziemia byliśmy na przeciwnych biegunach. Jeszcze przed wojną Kott znalazł się w trudnościach, gdy policja odkryła jego powiązania z nielegalną KPP. Uratowała go wówczas interwencja ojca Janka Kwiatkowskiego, ówczesnego wicepremiera w rządzie Składkowskiego. W czasie wojny Kott i Matuszewski związali się dość wcześnie z PPR, co w środowisku AK uchodziło za zdradę.

Z Kottem zetknąłem się w czasie okupacji raz jeden w okolicznościach, które wywarły na mnie wstrząsające wrażenie. W Józefowie pod Warszawą odwiedziłem mego przyjaciela ze studiów w Poznaniu, Leona Całkę. "Wiesz - powiedział Leon - kto tu się ukrywa o piętro nad nami: Jan Kott z żoną". Uradowany popędziłem na górę, pukam do drzwi - cisza. Pukam mocniej i słyszę za drzwiami jakieś poruszenia. Dobijam się jeszcze mocniej i krzyczę: Janek, otwieraj, to ja, Zdzisław.

W końcu drzwi się otwierają. Ukazuje się Kott blady jak ściana.

- Skąd się dowiedziałeś, że my się tu ukrywamy?- Od sąsiada.- No, to koniec - trzeba znowu szukać innego miejsca.- Ale skąd, ja znam Leona Całkę od lat, nic ci nie grozi.

Kott potrząsa głową.

- Trzeba znowu zmienić mieszkanie.

Pytam, czy mogę mu w czymś pomóc. Jakby nie słyszał.

- Janek, czy ty i mnie nie ufasz?- Ufam, nie ufam - to nie ma nic do rzeczy. Mamy papiery na inne nazwiska. Nikt nie ma prawa wiedzieć.

Po raz pierwszy w tak bezpośredni sposób zetknąłem się i zrozumiałem ludzi gonionych jak zwierzyna. Sam często byłem w niebezpiecznych sytuacjach, ale to zupełnie co innego niż być ukrywającym się skazańcem, który ma na obliczu wypisane, kim jest.

Po latach Kott opisał to spotkanie w angielskiej recenzji Kuriera z Warszawy, ogłoszonej na pierwszej stronie przeglądu książek "New York Timesa". Bardzo pochlebna recenzja przyczyniła się niemało do powodzenia angielskiego wydania „Kuriera”.

Ludzie pamiętający lata stalinowskiego socrealizmu nie mogą darować Kottowi jego ówczesnej roli. Może to było kumoterstwo, ale nie zdobyłem się wtedy na to, by szkolnego przyjaciela rzucić na pożarcie naszym radiowym satyrykom - Marianowi Hemarowi albo Wiktorowi Trościance. Z pewnością zrobiliby go na szaro. Nie pożałowałem tego, gdy przyszła odwilż. Jednym z tych, którzy znaleźli się w awangardzie łamaczy lodów, był Jan Kott. Jego niezwykle odważne wystąpienia na zjazdach i zebraniach literatów, wiecach studenckich, artykuły, które przedostawały się przez cenzurę do prasy, powracały na falach Wolnej Europy do Polski.

Dla Kotta te echa powracające z Monachium były sygnałem, na który na swój sposób zareagował. Oto pewnego pięknego dnia dzwoni telefon. Janek nie potrzebuje się przedstawiać. Poznaję go z miejsca po charakterystycznym dyszkancie. Bez żadnych wstępów mówi: "Jestem w Genewie. Jeśli chcesz, przyjeżdżaj. Pogadamy".

Od tego czasu spotkania i wielogodzinne rozmowy powtarzały się, ilekroć Kottowi samemu albo z żoną Lidką udało się zdobyć paszport i wyskoczyć z Polski na Zachód. Rozmowy te okazały się niezwykle pomocne. Dostarczały ówczesnemu dyrektorowi Rozgłośni Polskiej RWE błyskotliwych naświetleń sytuacji i wydarzeń w kraju, ocen ludzi i nastrojów, zwłaszcza w środowisku intelektualnej elity, a także cennych rad i rzeczowych krytyk naszych programów. Gdy czasem trudno mi było wyrwać się z Radia, Kott przyjeżdżał do Monachium, czyli prosto w paszczę lwa. "Ukrywałem" go w mieszkaniu naszego kapelana, ks. Tadeusza Kirschke, który był wypróbowanym konspiratorem. Kiedy indziej spotkaliśmy się w pokoju hotelowym w Paryżu, w pobliżu Tuileries. Kott nagle przerwał swoje wywody w połowie zdania i wskazując na małą walizeczkę, zapytał ostro:

- Co tam jest? Mikrofon? Nagrywasz mnie?

Otworzyłem pudełko bez słowa. W środku był aparat fotograficzny. Janek zawstydził się mocno.

Kott nie miał talentu do języków. Mówił biegle tylko po francusku. Po angielsku ani słowa. I oto krytyk literacki, który nie czytał Szekspira w angielskim oryginale, zdobywa światowy rozgłos swoim esejem „Szekspir współczesny”. Znając jego późniejszą angielszczyznę, po dziś dzień pojąć nie mogę, jak mógł wykładać na czołowych uniwersytetach: Yale, Berkeley, a na końcu w Stony Brook, gdzie osiadł na stałe. We wczesnych latach sześćdziesiątych, kiedy senator Fulbright zabiegał o zlikwidowanie Wolnej Europy, Jan Kott ratował nas, wysyłając listy do senatorów. Podkreślał w nich wpływ naszego Radia na sytuację w Polsce. Ponieważ uchodził za typowego przedstawiciela liberalnej lewicy, więc te listy wywierały duże wrażenie.

Byliśmy już obaj na emeryturze, gdy odwiedziłem ich oboje w Santa Monica nad Pacyfikiem. Widzieliśmy się wtedy po raz ostatni, ale do końca byliśmy w kontakcie telefonicznym. Gdy od wspólnego przyjaciela, Ryszarda Matuszewskiego, dowiedziałem się, że z Jankiem jest już bardzo źle, próbowałem do niego zadzwonić. Odpowiedziano mi, że jest zbyt słaby, nie może odebrać telefonu. W kilka dni później już nie żył. Odszedł jeden z tych nielicznych pozostałych przyjaciół, z którymi można było godzinami wspominać wielki dramat wspólnie przeżytych 75 lat przyjaźni, od szczenięcych lat szkolnych aż po bardzo późną starość.

JAN NOWAK-JEZIORAŃSKI

19:13, ryszardmatuszewski , VARIA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 maja 2010
Ryszard Matuszewski nie żyje

* Zmarł krytyk literacki Ryszard Matuszewski ("Gazeta Wyborcza" / Tok FM)

* Zmarł Ryszard Matuszewski (PAP)

* Zmarł Ryszard Matuszewski (Onet.pl)

* Zmarł Ryszard Matuszewski (Onet.pl - WIADOMOŚCI)

* Zmarł Ryszard Matuszewski (Interia.pl)

* Zmarł Ryszard Matuszewski (Wirtualna Polska)

* Zmarł Ryszard Matuszewski (WirtualnaPolska - Książki)

* Krytyk literacki Ryszard Matuszewski nie żyje (Informacyjna Agencja Radiowa / Polskie Radio)

* Zmarł Ryszard Matuszewski ("Rzeczpospolita")

* Zmarł Ryszard Matuszewski ("Newsweek")

* Odszedł Ryszard Matuszewski (TVP INFO)

* Zmarł Ryszard Matuszewski (Instytut Książki)

* Ryszard Matuszewski (1914-2010) - Nekrolog na stronie internetowej Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

* Ryszard Matuszewski - wspomnienie Macieja Morawskiego, paryskiego korespondenta Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium

*   *   *

"Gazeta Wyborcza" nr 101 (6319) / 30.04 - 3.05. 2010 r.

*   *   *

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Nekrologi na stronie internetowej "Gazety Wyborczej - Więcej...

Pogrzeb Ryszarda Matuszewskiego - Warszawa, 10 maja 2010 r. (I)

Kościól pw. Św. Karola Boromeusza, Cmentarz Powązkowski
- Warszawa, 10 maja 2010 r.

© Fot. Mariusz Kubik

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Pogrzeb Ryszarda Matuszewskiego - Warszawa, 10 maja 2010 r. (II)

Kościół pw. Św. Karola Boromeusza, Cmentarz Powązkowski
- Warszawa, 10 maja 2010 r.

© Fot. Mariusz Kubik

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ...

Anna Nasiłowska o Ryszardzie Matuszewskim (10.05.2010 r.)

... Był ostatnim, który pamiętał dwudziestolecie międzywojenne jako młody adept środowiska literackiego. Wspominał rozmowę z Kazimierzem Wierzyńskim w warszawskiej kawiarni w przededniu wybuchu wojny, znał Ludwika Frydego i Miłosza jako młodego poetę, świeżo przybyłego z Wilna. Był naszym łącznikiem z epoką, która odeszła. Pamiętał też wiele wydarzeń powojennych, które stały się odległe. Tą wiedzą i pamięcią dzielił się z nami wszystkimi w książkach i na niezliczonych spotkaniach literackich, na których zabierał głos. O ile wiem, Ryszard Matuszewski nie był swoim życiu nauczycielem. Ale i był nim w bardzo szlachetnym sensie. Nie aspirował do roli Mistrza. Jako autor książek pomocnych, podręczników, tomów szkiców, alfabetu, był raczej siewcą niż mistrzem. Wybrał taką rolę, może skromniejszą: umożliwiał, dzielił się swoją wiedzą, służył za przewodnika. Pomagał, pragnął zainteresować.

Jak uczyli starożytni mistrzowie - był człowiekiem umiaru i złotego środka. Zawsze. Nawet wtedy, gdy nadciągały dobre czasy dla radykałów. Przeszedł przez nie kilkakrotnie, zawsze - łagodnie.

Myślę, że dziś, żegnając Ryszarda Matuszewskiego na Cmentarzu Powązkowskim, wielu z nas ma poczucie, że uczestniczymy w bardzo podniosłym wydarzeniu. Oto dobiegło kresu życie bogate, długie i bardzo udane...

.

ANNA NASIŁOWSKA

Fragmenty przemówienia na pogrzebie Ryszarda Matuszewskiego (Warszawa, Cmentarz Powązkowski, 10 maja 2010 r.). Całość ukaże się w najbliższym numerze „Zeszytów Literackich”. [Mariusz Kubik]

.
.
16:54, ryszardmatuszewski
Link Dodaj komentarz »
Jerzy Kalinowski o Ryszardzie Matuszewskim (10.05.2010 r.)

W Stowarzyszeniu Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Adama Mickiewicza w Warszawie  mówimy sobie po imieniu, a zatem,

Ryszardzie, Rysiu, drogi kolego!

Przyszliśmy się z Tobą pożegnać,

Są nasi młodzi koledzy i koleżanki ze szkoły, z pocztem sztandarowym, Pani Dyrektor, Zarząd Stowarzyszenia Wychowanków.

A ja przyniosłem Ci książkę, cóż milszego mogłem Ci przynieść!

Jest to książka pod tytułem: „110 lat IV Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Warszawie”

Przejrzałem te książkę przed przyjściem tutaj.

Tytuły rozdziałów, gdzie mówi się o Tobie układają się w swoisty mickiewiczowski życiorys”.

Historia Szkoły; W niepodległej ojczyźnie

Twoje zdjęcie, paczka najbliższych przyjaciół w szkolnych czapkach rondelkach, obok Jaś Jeziorański, Jaś Kott, Jaś Kwiatkowski i Jurek Lenczewski

A dalej:

Najsłynniejsi wychowankowie, z Twoim zdjęciem podpisanym „Prof. Ryszard Matuszewski, historyk i krytyk literatury”

i

Najważniejsze wydarzenia dziesięciolecia

ze wspomnieniem listu gratulacyjnego od Szkoły na 90-lecie Twoich urodzin i 70-lecie pracy twórczej

Jeszcze:

Spotkania z ważnymi osobistościami

Opisy i zdjęcia Twoich spotkań z młodzieżą. Jedno z nich w towarzystwie szkolnego kolegi Jana Nowaka Jeziorańskiego.

W Impresjach o szkole

twoje zdjęcie maturalne– rok 1932

i twój tekst: „Czym jest dla mnie pamięć o warszawskim gimnazjum im. Adama Mickiewicza”

Pisałeś:

„Wszystko to sięga owych lat, kiedy byłem jeszcze uczniem gimnazjum im. Adama Mickiewicza.

Siedemdziesiąt pięć lat które mnie dziś dzieli od chwili ukończenia tej wspaniałej szkoły, przydaje nie tylko patyny czasu wspomnieniom o niej, ale pozwala mi sobie uświadomić, jak szczęśliwymi czyniła nas w owe lata nasza pełna nadziei młodość , jak niepowtarzalne były uroki widzenia świata, jakie ów czas pozostawił w naszych duszach.”

Kolejny tytuł:

„Trójka” imienia x. Józefa Poniatowskiego

Pisałeś, że 3 Warszawska Drużyna Harcerska która działała na terenie szkoły, była kuźnią Twoich dozgonnych przyjaźni które przetrwały dziesiątki lat.

I na koniec

Dzieje i działalność Stowarzyszenia Wychowanków autorstwa bliskiego Ci, obecnego prezesa, Andrzeja Niemierko. Andrzej z powodu choroby nie mógł nam dziś towarzyszyć, ale wie, że żegnamy się z Tobą również w jego imieniu.

Dużo w tym rozdziale o Tobie – oddawałeś zawsze swój czas i przyjazne uczucia na potrzeby szkoły i stowarzyszenia.

W naszych corocznych Komunikatach znaleźć można m.in. poświęcone latom „mickiewiczowskim” fragmenty Twojej książki „Żółte dzioby, zielone lata”, oraz napisany na stulecie szkoły tekst „Przyszłość Stowarzyszenia” O stuleciu szkoły pisałeś także w Gazecie Wyborczej pod tytułem „Stulecie Mickiewiczaków”.

Byłeś Przewodniczącym Komitetu Obchodów Stulecia szkoły, kierowałeś przez wiele lat Komisja Rewizyjną Stowarzyszenia.

Spotykałeś się z młodzieżą sam i w towarzystwie szkolnego kolegi i przyjaciela Jana Nowaka-Jeziorańskiego, nie odmawiałeś uczestnictwa w tradycyjnych spotkaniach roczników maturalnych sprzed 50 lat.

Czuliśmy się zaszczyceni, kiedy w 2005 roku zostałeś Członkiem Honorowym Stowarzyszenia.

Fragment twojego tekstu „Przyszłość Stowarzyszenia” z roku 1997 nabiera dzisiaj nowego znaczenia”:

„…pamiętajmy, że wszystkie narastające słoje kolejnych maturalnych roczników tworzą pień jednego, wielkiego drzewa. Drzewa rodzącego co rok nowe, zielone liście. Nie dajmy temu drzewu uschnąć, cieszmy się jego co rok odnawiającą się urodą. I myślmy o przekazaniu przesłania tym, co po nas nadejdą.”

Obiecuję, że dołożymy starań na rzecz trwałości tego przesłania!

Rodzinie zmarłego oraz przyjaciołom składam w imieniu Szkoły i Stowarzyszenia Mickiewiczaków szczere wyrazy współczucia!!!

JERZY KALINOWSKI

Przemówienie na pogrzebie Ryszarda Matuszewskiego (Warszawa, Cmentarz Powązkowski, 10 maja 2010 r.).

sobota, 08 maja 2010
Książki Ryszarda Matuszewskiego (wybór)

* „S” (wespół z Janem Kottem i Włodzimierzem Pietrzakiem; F. Hoesick 1933)

* „Gospoda pod wesołą kukułką” (wespół z Janem Rojewskim; Biblioteka Teatralna Domu Wojska Polskiego, Tom I; Wydawnictwo "Prasa Wojskowa", Warszawa 1948)

* „Literatura po wojnie” (Spółdzielnia Wydawnicza Książka 1948, Książka i Wiedza 1950)

* „Poezja polska 1914-1939. Antologia” (wybór i opracowanie: Ryszard Matuszewski, Seweryn Pollak), Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 1962, 1965, wydanie poszerzone, t I/II 1984, ISBN 83-07-00395-4)

* „Doświadczenia i mity” (Państwowy Instytut Wydawniczy 1964)

* „Iwaszkiewicz” (Agencja Autorska 1965, seria „Sylwetki Współczesnych Pisarzy"; tłum. ang.: Authors' Agency, "Czytelnik", 1976, w tłumaczeniu Marshy Brochwicz)

* „Literatura polska lat 1918-1939” (Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych 1970, wydanie 7: 1974, wydanie 7 dodruk: 1975, wydanie 8 i 9: 1976, 1977, wyd. 11 i 12: 1979, 1982, 1983, 1984, 1985, 1986, 1987, 1988, 1989 ISBN 83-02-00038-8; Wyd. 21 poprawione: 1990; Wyd. 22 i 23: 1992, ISBN 83-02-04414-8; Wyd. 24 zmienione: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne 1993; Wyd. 25: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne 1994) 

* „Polska literatura współczesna. Podręcznik pomocniczy dla klasy IV liceum ogólnokształcącego oraz dla klasy V techników i liceów zawodowych” (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne 1976, 1977, wydanie III i IV: 1978, 1980, wyd. VI poprawione: 1981, 1982, 1983, 1984, 1985, wydanie XI i XII: 1986, ISBN 83-02-01084-7; wydanie XIII poprawione i wyd. XIV: 1988, ISBN 83-02-03903-9; wydanie XV poprawione: 1990)

* „Z bliska” (Wydawnictwo Literackie 1981)

* „Powroty i pożegnania” (Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik” 1987)

* „Żółte dzioby, zielone lata” (Alfa 1990)

* „Literatura polska 1939-1991” (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne 1992, Wyd. 2 popr. i uzup.: 1995, Wyd. 3 popr. i uzup.: 1999)

* „Poezja polska 1939-1991” (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne 1994)

* „Olśnienia i świadectwa. Od Leśmiana do Barańczaka” (Graf – Punkt 1995)

* „Przyleciał anioł cały malinowy” (Ten – Ten 1995)

* „Chmury na pogodnym niebie” (Vipart 1998)

* „Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka” (Iskry 2004)

* „Moje spotkania z Czesławem Miłoszem” (Wydawnictwo Literackie 2004)

* „Zapiski świadka epoki” (Biblioteka Narodowa 2004)

* „Wisławy Szymborskiej dary przyjaźni i dowcipu” (Wydawnictwo Auriga 2008)

 ZOBACZ WIĘCEJ:

"S" (1933)

 

 

„S” (tom wierszy; Autorzy: Jan Kott, Ryszard Matuszewski, Włodzimierz Pietrzak), Wydawnictwo F. Hoesick, Warszawa 1933 („Biblioteka Klubu Artystycznego »S«”; wiersze Ryszarda Matuszewskiego na stronach 29-46).

.

*   *   *

[Fragment z książki pt. „Chmury na pogodnym niebie”, Vipart 1998, str. 38-40:]

Nasz start poetycki

Ten wspólny tomik, złożony z wierszy pisanych przez trzech studentów pierwszego roku prawa, wydała nam firma F. Hoesicka, znana z tego, że wydawała wiersze każdemu autorowi, który opłacił koszty druku i papieru. Koszt publikacji zbiorku wyniósł 300 złotych, czyli tyle co przeciętna miesięczna gaża urzędnicza czy też ówczesna pensja nauczycielska mojej matki. Skąd wzięliśmy na to pieniądze? Sto kilkadziesiąt złotych dostaliśmy od Adama Skwarczyńskiego, patrona „Kuźni Młodych”. Jak zdobyliśmy resztę - nie pamiętam. W Roczniku Literackim 1934 (tomik wyszedł właściwie w grudniu 1933) Karol Wiktor Zawodziński, odnotowując książkę, napisał: „Gdy poeci się zrzeszają dla wydania zbiorowego tomiku, jak to zrobili Jan Kott, Ryszard Matuszewski i Włodzimierz Pietrzak z Klubu Art. „S”, trudno wyróżnić właściwe każdemu oblicze. W łatwości bezkształtnego wypowiedzenia się nie dochodzą do krystalizacji indywidualności, nie dają miary swego największego wysiłku: zamiast wyścigu energii poetyckiej, idą kupą jak konie bez ambicji na przechadzce...”

Metafora jakże zabawnie znamienna dla krytyka-kawalerzysty! Kiedy dziś czytam tę ocenę naszych pierwszych prób poetyckich mieliśmy wtedy z Jankiem po 19 lat, a Włodek 20, rozumiem dlaczego Zawodzińskiemu jako czcicielowi „Skamandra” najmniej podobał się Pietrzak, u Kotta raziły go „banalne akcenty społeczne", a w moim „bezkształtnym impresjonizmie" nadzieję budził naiwny wierszyk „Wyznanie", a w nim zaś zwrot (też przecież banalny): „odszukam się w Polsce zielonej”.

„Pan jest poetą”

A jednak była to pierwsza nasza literacka wizytówka i - mając ją -mogliśmy nachodzić uznanych poetów i oczekiwać, że zostaniemy przyjęci i wysłuchani. To też natychmiast zdecydowaliśmy się z Jankiem złożyć wizytę Tuwimowi. Wypadła - zwłaszcza dla mnie - oszałamiająco. Mogła mi całkiem przewrócić w głowie. Poeta szybko przerzucił kilkanaście wierszy Janka i moich, a zatrzymawszy się nad wierszem, z którego wyłuskał zdanie: „Niech przyjdzie rosa na mojej łące płakać najsiwiej!” zawołał z radosną emfazą:

- Pan jest poetą!

Poczułem się oczywiście bardzo szczęśliwy, ale po pewnym czasie przyszło zażenowanie. Przytłoczyła mnie świadomość odpowiedzialności, jaką ten komplement mnie obciążył. Owszem, sprawiało mi przyjemność pisanie wierszy: to pokonywanie oporu materii słowa. Ale coraz częściej uświadamiałem sobie, że to nie żaden wewnętrzny mus i napór skłania mnie do pisania. Że to raczej jakaś chęć utrwalenia - owszem - chwil budzących wzruszenie, ale zarazem i ambicja, żeby pokazać wiersz przyjaciołom, żeby udowodnić sobie, że potrafię. A więc czy bym pisał, gdyby nie oni? I czy w takim razie jestem rzeczywiście prawdziwym poetą?

Jankowi Tuwim też powiedział coś miłego, w ogóle był dla nas niezwykle serdeczny. Pochwaliliśmy się naturalnie, że naszą wspólną sympatią była jego śliczna siostrzenica, Hanka. To wtedy właśnie nie tylko potwierdził nasze wyrazy zachwytu dla niej, ale i sam uniósł się zachwytem, wołając z egzaltacją: - To nie Żydówka, to cyganka! W czym była jakaś poetycka prawda, bo w Hance było coś cygańskiego. Tu warto odnotować, że ona także lubiła cieszyć się swoim wujem - wielkim poetą i przypominać, że kiedy była ledwie odrosłym od ziemi skrzacikiem, Tuwim zaimprowizował o niej dziecięcy wierszyk, który lubiła recytować:

Haniu, Haniu, Haneczko

Czy smakuje ci mleczko?

Czy smakuje bułeczka?

Hania, Hania, Haneczka...

Oczywiście zapraszaliśmy poetę, by nas odwiedził w naszym Klubie „S”, ale nigdy do nas nie przyszedł, podobnie jak żaden inny ze „Skamandrytów”, choć Kazimierz Wierzyński odniósł się do mnie nie tylko z równie miłą jak Tuwim serdecznością, ale wręcz roztoczył nade mną swoistą opiekę, drukując mi wiersze na redagowanej przez siebie kolumnie „Gazety Polskiej”. Ale to było dopiero w dwa lata później, kiedy nasz Klub już się zaczął rozsypywać, a poza tym, za sprawą moich przyjaciół, posterował w nieco innym kierunku, bynajmniej nie „postskamandryckim”.

Już wtedy natomiast, zaraz po wydaniu naszego tomiku, usiłowaliśmy z Jankiem zawrzeć znajomość z innym naszym idolem z łamów „Wiadomości Literackich” - Antonim Słonimskim. To się nam jednak nie bardzo udało, bo nie znaliśmy zwyczajów autora „Kronik Tygodniowych” i nie wiedzieliśmy o zasadzie, którą przyjął w swych stosunkach z tzw. „młodzieżą literacką”. Jeszcze później, po latach, kiedy go już dobrze znałem, zwykł był mawiać (a bodajże i kiedyś w którejś ze swych „Kronik” to napisał), że nie lubi dzieci i nie warto mu z nimi rozmawiać, bo nigdy nie wiadomo, czy nie wyrosną z nich bardzo nieciekawe stare bęcwały. A jeśli się tak nie stanie - dodawał - to zawsze będzie czas, by znajomość z nimi zawrzeć. Z czasów przyjaźni mojej z Antonim wiem, że nie była to zupełna prawda. Bywało, że Antoni, już w swoim późnym wieku, umiał doskonale bawić się znajomością z dziećmi swoich przyjaciół. Z Mikołajem, inteligentnym i bystrym synkiem mojej drugiej żony Ireny, potrafił toczyć przezabawne rozmowy przez telefon, ale to już o wiele późniejsza historia. W czasie, o którym piszę, zamysł mego przedsiębiorczego przyjaciela, by odwiedzić Słonimskiego w jego mieszkaniu przy Mazowieckiej, spalił całkowicie na panewce. W ogóle nie potrafię sobie uświadomić, jak Janek to sobie wyobrażał. Być może uważał, że można zrobić najście na poważnego pisarza nie uprzedziwszy go o tym, bo na pewno nie umówiliśmy się ze Słonimskim na spotkanie, skoro pamiętam tylko scenę, kiedy dochodzimy do drzwi jego mieszkania i w tym momencie on z nich wychodzi. Janek usiłuje coś mu powiedzieć o naszej chęci porozmawiania z nim, ale poeta grzecznie i zarazem stanowczo odmawia. Zdaje się, że Janek nie bardzo się przejął, ale ja wyciągnąłem z tej nieudanej wizyty pewne wnioski. Nie dałem się już później wciągać w zamysły nachodzenia wybitnych pisarzy. Nie ulega bowiem wątpliwości, że z racji zasad, jakie usiłowała we mnie wszczepić moja matka, byłem znacznie bardziej wyczulony na to, co „wypada”, a czego „nie wypada”.

.

RYSZARD MATUSZEWSKI

17:06, ryszardmatuszewski , 1933 - KSIĄŻKA: S
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 maja 2010
"Polska literatura współczesna" (1976)

 

 

„Polska literatura współczesna. Podręcznik pomocniczy dla klasy IV liceum ogólnokształcącego oraz dla klasy V techników i liceów zawodowych”, Wydanie I: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne 1976.

.


.

Okładka wydania z 1988 r.

SPIS TREŚCI:

.

LITERATURA POLSKA W LATACH DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ

* Charakterystyka ogólna* Planowe niszczenie kultury polskiej przez hitlerowskich okupantów - Konspiracyjna działalność kulturalna - Wojenne losy pisarzy * Poezja okresu wojny i okupacji * Krzysztof Kamil Baczyński * Tadeusz Gajcy

.

LITERATURA W POLSCE LUDOWEJ

* Charakterystyka ogólna * Odbudowa życia kulturalnego po wojnie. Nowe zadania - Ośrodki kulturalne w pierwszych latach po wojnie - Powojenne dyskusje literackie. Spór o realizm - Ogólne tendencje rozwojowe literatury. Proza - Poezja - Dramaturgia - Literatura dla młodzieży - Czasopisma i krytyka literacka * Proza – kontynuacje * Zofia Nałkowska ** Dzienniki czasów wojny – Medaliony * Maria Dąbrowska ** Twórczość powojenna - Opowiadania z tomu Gwiazda zaranna. Na wsi wesele. * Jarosław Iwaszkiewicz ** Twórczość powojenna - Opowiadania - Sława i chwała - Twórczość poetycka * Inne kontynuacje Nowa generacja * Jerzy Andrzejewski. Popiół i diament * Tadeusz Breza * Ksawery Pruszyński * Jerzy Putrament * Wojciech Żukrowski * Tadeusz Borowski * Kazimierz Brandys * Marian Brandys * Igor Newerły * Bohdan Czeszko * Roman Bratny * Tadeusz Konwicki * Wilhelm Mach * Jan Józef Szczepański * Stanisław Lem * Julian Kawalec * Andrzej Kuśniewicz * Uzupełniające informacje o innych pisarzach Dramat * Jerzy Szaniawski. Dwa teatry * Leon Kruczkowski * Niemcy * Poezja-kontynuacje * Leopold Staff * Julian Tuwim. Kwiaty polskie * Władysław Broniewski * Konstanty Ildefons Gałczyński * Antoni Słonimski * Mieczysław Jastrun * Stanisław Ryszard Dobrowolski * Inne kontynuacje poetyckie * Nowa generacja poetów * Tadeusz Różewicz * Wisława Szymborska * Zbigniew Herbert * Miron Białoszewski * Tadeusz Nowak * Stanisław Grochowiak * Jerzy Harasymowicz * Ernest Bryll * Jarosław Marek Rymkiewicz * Inni poeci

.

WAŻNIEJSZE ZJAWISKA WE WSPÓŁCZESNEJ LITERATURZE ŚWIATOWEJ

* Literatura radziecka * Literatura francuska * Literatura Stanów Zjednoczonych Ameryki * Literatura angielska * Literatura w języku niemieckim * Literatura Ameryki Łacińskiej * Literatura innych krajów * Tablica chronologiczna * Indeks autorów i tytułów

KOMENTARZ AUTORA (2007)

Oczywiście do tego wczesnego wydania mego podręcznika odnoszę się ze zrozumiałym dystansem. I nie z racji tego, co w tej książce jest, ale z racji tego, czego w niej – z przyczyn cenzuralnych brak (Np. sylwetki Czesława Miłosza). Mogłem oczywiście podręczników nie pisać. Ale wówczas nie napisałbym też w r. 1991 wolnego od cenzuralnych zapisów „Zarysu literatury polskiej 1939-1991”.

RYSZARD MATUSZEWSKI

[Archiwum Mariusza Kubika]

"Chmury na pogodnym niebie" (1998)


.

„Chmury na pogodnym niebie”, Wydawnictwo Vipart 2004, ISBN 83-87124-14-1

Drugi tom wspomnień autobiograficznych Ryszarda Matuszewskiego.

*   *   *

Niebo mojej młodości było pogodne, ale w latach, do których  w tym tomie moich wspomnień powracam, wyraźnie zaczynało zasnuwać się chmurami.

Ta książka to dalszy ciąg tomu „Żółte dzioby - zielone lata” (Wyd. „Alfa”, 1990), w którym przedstawiłem mój rodowód, dzieciństwo i szkolne czasy. Gdyby mnie w tym okresie, który tu opisuję, ktoś określił jako - nadal „żółtodzioba”, to bym się pewnie obraził. Formalnie biorąc byłem już całkiem dorosły, a kiedy wybuchła wojna, nawet żonaty. Chociaż z dzisiejszej perspektywy...

RYSZARD MATUSZEWSKI

.

czwartek, 06 maja 2010
Dzieciństwo i lata młodości

Maria Żórawska (1882-1987) - matka Ryszarda (1905 r.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Maria Żórawska z siostrą (1905 r.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Witold Matuszewski (1879-1950) - ojciec Ryszarda (1905 r.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Ryszard Matuszewski z Rodzicami (Kijów, 1917 r.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Ryszard Matuszewski (1922 r.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Ryszard Matuszewski z ojcem Witoldem (1879-1950) i dziadkiem Ferdynandem (1846-1936) - Warszawa, na tarasie willi ojca przy ul. Profesorskiej 6 (1932 r.)
Fotografia zreprodukowana po latach na obwolucie książki Ryszarda Matuszewskiego pt. "Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka" (Iskry 2004)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

W harcerstwie - zastęp "Jeleni" na wycieczce w Choszczówce. U dołu od lewej: Zdzisław Jeziorański, Ryszard Matuszewski, nad nimi Janek Kwiatkowski (1928 r.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Lata szkolne. Na fotografii od lewej pięciu przyjaciół z jednej klasy Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Warszawie: Od lewej stoją: Jan Kwiatkowski (syn ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego), Zdzisław Jeziorański, Jerzy Lenczowski, Jan Kott, Ryszard Matuszewski (1929 r.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

W górnym rzędzie pierwszy z prawej Zdzisław Jeziorański, trzeci z prawej - Ryszard Matuszewski. Poniżej pierwszy z prawej Antoni Rosental - drużynowy. Pośrodku siedzi Jerzy Lenczowski
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Na obozie w Szczawnicy (1930 r.). Czwarty Zdzisław Jeziorański, piąty - Ryszard Matuszewski, ostatni - Janek Kott
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Fotografia maturalna klasy VIII a - Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Warszawie (czerwiec 1932 r.). Ryszard Matuszewski - trzeci od lewej w pierwszym rzędzie od góry, obok niego (drugi od lewej) - Jan Kott. Zdzisław Jeziorański - w drugim rzędzie od góry, trzeci od lewej (pod portretem Ignacego Mościckiego)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

*   *   *

PO LATACH...

Spotkanie dawnych kolegów szkolnych w mieszkaniu Ryszarda Matuszewskiego, przy ul. Nowowiejskiej. Pierwszy od lewej: Jan Nowak-Jeziorański (Warszawa, lata 90.)
© Fot. Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Ryszard Matuszewski z Janem Nowakiem-Jeziorańskim (1914-2005) - spotkanie w Stowarzyszeniu Pracowników Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa (Warszawa, październik 1994 r.)
© Fot. Mariusz Kubik / Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Z Wiktorem Szyryńskim (1913-2007), szkolnym kolegą z Mickiewicza (Ottawa, kwiecień 1979 r.)
© Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

Z Janem Kottem (1914-2001), w Stawisku (1979 r.)
© Fot. Irena Szymańska / Archiwum Ryszarda Matuszewskiego

15:51, ryszardmatuszewski , FOTOGALERIA
Link Dodaj komentarz »
Warszawa, 10 września 2004 r.

90. rocznica urodzin Ryszarda Matuszewskiego - uroczystość w Bibliotece Narodowej, połączona z prezentacją książki "Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka" (Iskry 2004) - 10 września 2004 r.

© Fot. Mariusz Kubik

.

.

.

.

.

.

.

Od prawej: Tadeusz Komendant, Ryszard Matuszewski, Wiesław Uchański

.

.

.

.

15:50, ryszardmatuszewski , FOTOGALERIA
Link Dodaj komentarz »

.

.

.

.

.

Od prawej: Ryszard Kapuściński, Hanna Krall, Jerzy Ficowski

Od prawej: Ryszard Kapuściński, Julia Hartwig, Hanna Krall, Jerzy Ficowski, Elżbieta Ficowska

.

.

Jacek Bocheński

.

.

.

Mikołaj Szymański

15:23, ryszardmatuszewski , FOTOGALERIA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4