| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    



© Archiwum Ryszarda Matuszewskiego
Warszawa 2009-2017
http://ryszardmatuszewski.blox.pl
All rights reserved



Administracja strony:
Mariusz Kubik

e-mail


































































* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).


statystyka


piątek, 30 kwietnia 2010
"Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka” (2004)

„Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka”, Wydawnictwo ISKRY 2004, ISBN 83-207-1764-7.

*   *   *

… Po raz pierwszy mi się zdarzyło, że pomysłodawcą kształtu książki, którą oddaję w ręce czytelnika, nie jestem ja sam, ale Wiesław Uchański, jej wydawca. Na moje nieśmiałe pytanie, czy nie zainteresowałaby go kontynuacja wspomnień, których dwa tomy swego czasu ogłosiłem (Żółte dzioby, zielone lata, Alfa, Warszawa 1990 i Chmury na pogodnym niebie, Vipart, Warszawa-Nadarzyn 1998), odpowiedział:

- Jak pan myśli, ile ja tych pańskich wspomnień sprzedam? Tysiąc egzemplarzy, a może tylko pięćset? Od groma mamy tych wspomnień! Ale niech pan napisze Alfabet. Alfabet Matuszewskiego! Żyje pan długo, wielu ciekawych ludzi pan znał...

To by mi samemu nigdy nie przyszło do głowy. Ale natychmiast zorientowałem się, że parantele forma ta ma niezgorsze: Alfabet wspomnień Antoniego Słonimskiego, Abecadło Kisiela, Inne abecadło Miłosza, by na tych, które sam z dużym zainteresowaniem przewertowałem, poprzestać.

Słonimski we wstępie do swego Alfabetu konstatował: „Pisanie wspomnień nasuwa dziś pewne trudności specyficzne. Musimy poddać się albo zasadom chronologii, albo prawom kompozycji. Zapis chronologiczny utrudnia selekcję i zobowiązuje do nie omijania spraw istotnych [...]. Inaczej rzecz się ma, gdy chodzi o wspominanie ludzi. Mamy prawo wyboru. Warto o nich mówić, póki jeszcze trwają żywi w naszej pamięci […] We wspomnieniach męczy czytelnika współczesnego stara konwencja prozy opisowej [...]. Pisząc o ludziach w kolejności alfabetycznej, wyzwalamy się od tego balastu, omijać możemy osoby nie nadające się jeszcze do wspomnień lub niewarte wspomnienia".

Te sugestie Słonimskiego brałem pod uwagę, pisząc mój Alfabet. Rychło jednak zauważyłem, co mi przeszkadza, kiedy usiłuję brać wzór z moich świetnych poprzedników. Wszyscy oni, a już zwłaszcza Kisiel, piszą swoje „abecadła” jakby trochę od niechcenia. Wiedzą dobrze, że to nie żaden słownik ani encyklopedia. Starałem się ich naśladować, ale zdaję sobie sprawę, że nie zawsze mi to wychodziło. Wiem, że czasami nie udaje mi się osiągnąć cechującej ich skrótowości. Za często wyłazi ze mnie stary belfer, czyli nudziarz. A może niewyżyty wspominkarz? A może po prostu za długo już żyję, za wielu ludzi znałem i pamiętam, wraz z nieprzepartą ochotą, by o nich napisać? Nie potrafię na przykład wyzbyć się pokusy pisania o ludziach mi najbliższych. Może jednak moją wewnętrzną potrzebą było włożenie w tę książkę jakiejś cząstki samego siebie? Czytelnik sam osądzi, na ile udało mi się nie znużyć go moją pisaniną. Na szczęście forma Alfabetu sprzyja czytaniu go na wyrywki.

RYSZARD MATUSZEWSKI [ze Wstępu]

 

*   *   *

Z opinii o książce (fragmenty):

 

„…Ma Ryszard Matuszewski swoje nieskrywane sympatie literackie (Nałkowska, Konwicki, Woroszylski). Antypatii znacznie mniej i to chyba dobrze; ten krytyk, po prostu, lubi literaturę i ludzi tworzących ją. Na pewno krytycy młodszego pokolenia zarzucą mu przecenienie znaczenia poezji i prozy lat 50. Autor „Literatury polskiej 1939-1991” deklaruje skądinąd, że „byłby rad, gdyby mógł skonfrontować swoje spojrzenie ze spojrzeniem kogoś młodszego, kto na opisywaną epokę patrzy już z innej perspektywy”. Zapewne taka konfrontacja byłaby bardzo interesująca, tylko że nie widać jakoś wśród młodszej generacji literaturoznawców następców Ryszarda Matuszewskiego.

Dla mnie, jako czytelnika „Literatury polskiej 1939-1991” największym walorem tej książki jest przywrócenie właściwych proporcji między literaturą powstałą w kraju i na emigracji, a także oddanie zasług tym wszystkim, których ranga pisarska jest odpowiednio wysoka. Bo z faktu, że Czesław Miłosz pisze wspaniałe wiersze, a Gustaw Herling-Grudziński eseje, nie wynika jeszcze, że powinniśmy zapomnieć o poezji i nowelistyce Jarosława Iwaszkiewicza czy prozie Jerzego Andrzejewskiego. I to właśnie uświadamia Ryszard Matuszewski w swojej najnowszej książce: mądrej, ciekawej i bardzo potrzebnej...”

KRZYSZTOF MASŁOŃ

(„Rzeczpospolita”, 22 października 1992 r.)

 

„…Książka składa się z części historycznej, gdzie wydarzenia polityczne, życie literackie i literatura splatają się w jedną opowieść. I z części drugiej – zawierającej sylwetki wybranych czterdziestu i czworga autorów. Kończą ją bardzo skondensowane informacje o najważniejszych obcych pisarzach i o ich dziełach, wpływających w ostatnim półwieczu na polskiego czytelnika i na polską literaturę.

Duża i mała historia kształtowały wydarzenia literackie. Wojna i potem kolejne etapy PRL wyznaczały periodyzację polskiej literatury. Kanon jednak tego, co uznawano w literaturze za najwartościowsze, powstawał nie zawsze w ścisłym związku z historycznymi wydarzeniami. Jego zrąb ukształtował się w latach 40. w kręgach „Kuźnicy” i „Twórczości”, a potem już tylko był dopełniany. Główni poeci, nie licząc starego Staffa i milknącego Tuwima, to: Jastrun, Miłosz, Gałczyński, Przyboś (w mniejszym stopniu). Prozaicy: Nałkowska, Dąbrowska, Iwaszkiewicz, Andrzejewski, Rudnicki, Pruszyński, Brandys. Do tego doszli w różnych latach: Różewicz, Borowski, Woroszylski, Konwicki, Herbert, Grochowiak, Bryll, Białoszewski (w mniejszym stopniu), Barańczak. […]

Matuszewski od początku był twórcą tego kanonu. Nadal go dopełnia i modyfikuje. Charakterystyczne jest np. to co pisze o Gombrowiczu. Nie „Dziennik”, nie „Kosmos” lecz „Ferdydurke”, czytana jako utwór groteskowo-satyryczny pozostaje dlań najważniejszym dziełem.

Gusty Matuszewskiego są tu więc obecne i to się liczy. Jego postawa umiarkowana i tradycyjna ma swoje słabości ale ma też siłę. Lata doświadczeń wzmogły tolerancyjność. Nie ma tu rewizjonistycznego zacietrzewienia neofity. Nie ma politycznej retoryki. […]

Jest czas siania i czas zbierania. Sędziwy krytyk zbiera tu plony swych doświadczeń i wielkiej pracowitości (chciałbym przypomnieć choćby jego coroczne przeglądy wydawnictw poetyckich w „Roczniku Literackim”). Ale także i sieje dobre ziarno…”

JACEK ŁUKASIEWICZ

(„Gazeta Wyborcza” – dodatek „Gazeta o książkach”, 20 stycznia 1993 r.)