| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    



© Archiwum Ryszarda Matuszewskiego
Warszawa 2009-2017
http://ryszardmatuszewski.blox.pl
All rights reserved



Administracja strony:
Mariusz Kubik

e-mail


































































* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).


statystyka


piątek, 30 kwietnia 2010
"Gospoda pod »Wesołą Kukułką«" (1948)


.

„Gospoda pod »Wesołą Kukułką«”, Wydawnictwo „Prasa Wojskowa” 1948; współautor: Jan Rojewski; okładka i ilustracje Marian Walentynowicz.

Utwór dramatyczny w 3 aktach. Rzecz dzieje się podczas walk II Armii Polskiej na Łużycach w rejonie Budziszyna, w końcu kwietnia i na początku maja 1945 r.

.

.

.

 

Drogi Mariuszu! To, że wśród stanowiących Twoją własność książek mojego – w tym wypadku „współautorstwa” – znalazła się napisana przeze mnie wraz z Jankiem Rojewskim w r. 1947 czy 48 komedia pt. „Gospoda pod wesołą kukułką”, jest dla mnie tym większą niespodzianką, że nie tylko nie mam tej książki, ale nawet umknęło mojej pamięci, że ten utwór, wystawiony w Łodzi w Teatrze Wojska Polskiego, prowadzonym wówczas przez samego wielkiego Leona Schillera, był także w r.1948, wydany. Mam wrażenie, że nigdy tej książki nie miałem w ręku, choć może to być wrażenie mylne, jakoże pamięć w ogóle – jak wiadomo – działa wybiórczo, a w moim wieku i w blisko 60 lat po opublikowaniu tekstu „Gospody pod wesołą kukułką” taka moja amnezja nie powinna by nawet dziwić.

Faktem jest, że dzięki Tobie i Twojemu egzemplarzowi tej książeczki miałem możność przeczytania po latach sztuki, którą przez blisko 60 lat z Jankiem Rojewskim napisałem, i której tekst tylko w najogólniejszych zarysach zachował się w mojej pamięci. Lepiej od tekstu pamiętam natomiast okoliczności wystawienia sztuki w światowej obsadzie aktorskiej, bo z aktorami takimi jak m.in. Hańcza, Kazimierz Dejmek, Warmiński, Kaliszewski czy Lech Ordon, w reżyserii Józefa Wyszomirskiego.

Ja byłem zresztą, – co przypominam w poświęconym Jankowi Rojewskiemu haśle mojej książki pt. „Alfabet. Wybór z pamięci 90-latka” /wyd. Iskry, Warszawa 2004/ - inspiratorem tego, że tę komedię z Rojewskim napisaliśmy. Przeczytałem bowiem anons Domu Wojska Polskiego obiecujący jakieś spore honorarium za napisanie sztuki o tematyce związanej z dziejami polskiego oręża w czasie II wojny światowej. Krótko przedtem Erwin Axer wystawił w prowadzonym przez siebie Teatrze Kameralnym w Łodzi zręcznie napisaną sztukę Rojewskiego pt. „Produkcja pana Brandta”, i to podsunęło mi myśl by Rojwskiemu, którego znałem ponadto jako satyryka i felietonistę, drukującego swe teksty w „Szpilkach”, zaproponować w tym wypadku spółkę autorską. Był to z mojej strony pomysł dość zuchwały, zważywszy, że w swoim skromnym autorskim dorobku miałem tylko garść wierszy lirycznych i teksty z zakresu krytyki literackiej, którą wtedy właśnie zacząłem uprawiać. Dziś myślę, że w mojej propozycji napisania do spółki z Rojewskim sztuki teatralnej było sporo młodzieńczej zuchwałości. Sam na pewno bym sztuki teatralnej napisać wtedy nie umiał, a i dziś, kiedy – dzięki Tobie, Mariuszu – przeczytałem tekst powstałego przed blisko 60 laty utworu, odnoszę wrażenie, że Rojewski był jego współautorem co najmniej w dwu trzecich, może w trzech czwartych… Myślę też, iż właśnie Rojewskiemu należy zawdzięczać, że sztuczka ta powstała, i że pewnie była napisane na tyle zręcznie, że Schiller zdecydował się ją wystawić, choć zapewne i jakieś zobowiązania wobec patrona teatru, tj. wobec wojska i inicjatorów apelu o sztukę upamiętniającą polski wkład w zmagania z hitlerowskim najeźdźcą odegrały tu swoją rolę. Myślę, że w wersji scenicznej utwór uległ pewnym skrótom, kiedy go dziś bowiem czytam wydaje mi się trochę przegadany. Ale w ogóle dominującym moim uczuciem przy obecnej jego lekturze było zdziwienie, że to ja przed laty w pisaniu tego tekstu uczestniczyłem…

RYSZARD MATUSZEWSKI