| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    



© Archiwum Ryszarda Matuszewskiego
Warszawa 2009-2017
http://ryszardmatuszewski.blox.pl
All rights reserved



Administracja strony:
Mariusz Kubik

e-mail


































































* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).


statystyka


niedziela, 02 maja 2010
"Przyleciał anioł cały malinowy" (1995)

 

 

 

„Przyleciał anioł cały malinowy” [Spotkania włoskie z Jarosławem Iwaszkiewiczem], TENTEN Publishing House 1995, ISBN 83-86628-0-3.

 

*   *   *

Autor Spotkań włoskich z Jarosławem Iwaszkiewiczem ma świadomość, że każda z jego licznych wędrówek po ziemi Latynów była nie tylko darem losu, ale też jakby zobowiązaniem wobec wszystkich, którzy mu w tych wędrówkach duchowo towarzyszyli. Zdarzało się, że – obok Baedekera – wiózł w walizce dwa ciężkie tomy „Obrazów Włoch” Pawła Muratowa, często wraz ze Zbigniewem Herbertem czuł się na ziemi włoskiej „barbarzyńcą w ogrodzie” wielkiej europejskiej kultury. Niemal zawsze też towarzyszyły mu wciąż ponawiane lektury związanych z włoskimi przeżyciami utworów Jarosława Iwaszkiewicza. Zwłaszcza odbyta przed ośmiu laty wyprawa na Sycylię była dla niego wędrówką śladami tego rozkochanego w niej pisarza. Pisząc swój szkic chciał choćby w niewielkim stopniu spłacić swój dług zaciągnięty wobec wszystkich swych duchowych przewodników.


*   *   *

[fragment książki]

… Centrum starego Rzymu. Plątanina wąskich, ciasno obudowanych uliczek. Do niewielkiego Piazza Rotonda, którego środek wypełnia potężny masyw Panteonu, przylega mniejszy, nieforemny placyk: Pizza Minerva. Stojący tu kościół Santa Maria sopra Minerva nosi tę nazwę dlatego, że wzniesiono go na gruzach dawnej świątyni bogini rzymskiej. Pośrodku placyku osobliwy pomnik - biały marmurowy słoń dłuta Berniniego dźwiga na grzbiecie egipski obelisk z hieroglifami.

Kiedy nas tu ulokowano w hotelu Minerva po przyjeździe na kongres COMES (Communità Europea degli Scrittori - Europejska Wspólnota Pisarzy) w roku 1965, nie wiedziałem jeszcze ani tego, że Jarosław Iwaszkiewicz, który był wtedy przewodniczącym polskiej delegacji, stale zatrzymuje się tam będąc w Rzymie, ani tego, że będzie to moje jedyne faktyczne włoskie spotkanie z Jarosławem, okazja nie tylko do wielu razem spędzonych godzin na nudnym kongresie, ale i do uroczych wspólnych chwil w zaułkach starego Rzymu oraz spaceru na Awentyn. Nikt od Jarosława nie mógł być lepszym i milszym przewodnikiem po Wiecznym Mieście.

A zarazem mam głębokie poczucie, że to wcale nie było moje jedyne włoskie z nim spotkanie. Towarzyszył mi przecież także we wszystkich innych moich włoskich podróżach jako ktoś, kto nie tylko w odwiedzanych teraz miejscach był przede mną, ale także ślady swojej w nich bytności odnotował w taki sposób, że po tych śladach stąpałem, myśląc o nim i sięgając do jego książek.

Sądzę, że i on musiał doznawać uczuć podobnych, kiedy oglądał po raz pierwszy Włochy, znane mu uprzednio tylko z ukraińskich rozmów z Karolem Szymanowskim. W swych Podróżach do Wioch próbuje odtworzyć rozmowę z wielkim kompozytorem z roku 1935 na temat Sycylii. Każdy z nich ją widział oddzielnie i w innym czasie: Szymanowski przed I wojną światową, Iwaszkiewicz po raz pierwszy w roku 1932. Ale Iwaszkiewicz znał już wtedy Sycylię z opowiadań Szymanowskiego. Nosił w sobie jej wizję i tego wystarczyło, by wspólnie z Szymanowskim pisać libretto do jego opery Król Roger. W rekonstruowanej rozmowie Szymanowski pyta:

„ (...) I cóż, jakże znalazłeś Sycylię? Czy taką, o jakiej ci opowiadałem?

- Taka, o jakiej mi opowiadałeś, już nie istnieje. Zmieniła się i ciągle zmienia.

- Jak wszystko.

Tu Karol westchnął.

- Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie Capella Palatina. Myślałem, że jest to daleko większe. A to w gruncie rzeczy jest mała kaplica (...) Właściwie mówiąc opisywałeś mi nie Capella Palatina, ale katedrę w Monreale. To tak jakby groby z Palermo stały w Monreale i Pantokrator z Cefalú był w katedrze w Palermo”. 1)

Dialog ten, jeśli się już było na Sycylii, uświadamia nam doskonale różnicę, jaka zachodzi w percepcji utworu literackiego zależnie od tego, czy jego sceneria jest nam znana, czy nie znana. Można oczywiście czytać Nowele włoskie Iwaszkiewicza i zachwycać się nimi nie znając Włoch. Ale dopiero poznanie Włoch i powtórna lektura utworów czytanych wcześniej doprowadza do tego, co określam tu mianem włoskiego spotkania z pisarzem.

W peregrynacjach włoskich takie przekazywanie sobie sygnałów i wiedzy o kraju, będącym jedną z kolebek naszej kultury, ma za sobą najwspanialsze tradycje, a Iwaszkiewicz z upodobaniem i znawstwem włącza się w ich ciąg. Przypomnijmy choćby piękny wenecki liryk z Ciemnych ścieżek:

 

Tu na malachit tych rozwalin

Spadali zawsze bladolicy

Poeci, władcy białych krain,

Z pękami w ustach tajemnicy.

 

Tutaj Krasiński nieprzytomny

Joannę stroił w amaranty,

I tu na piersi swej ogromnej

Utulał jego żal Konstanty.

 

Tu Wagner ujrzał śmierć jak Kundry

Z płomieniem purpurowych ust,

l zagapiony, ale mądry

Siedział w kawiarni czarny Proust.

 

I z kraju, który gdzieś się ukrył

Za gór na wschodzie siny stok,

Zielonooki, z krwi i z cukru,

Przyjeżdżał Aleksander Blok 2).

Osobliwa to rewia duchów, osobliwa i szczególnego rozeznania wymagająca sztafeta znaków kultury. Włochy Iwaszkiewicza są pełne tych kulturowych odwołań. Pisząc o Sycylii przywołuje tektury pisarzy, którzy się z niej wywodzili, jak Verga, Pirandello czy Tomasi di Lampedusa, autor znakomitego Lamparta, którego wspomnienie przeobraża się pod piórem Iwaszkiewicza w zamykającą cykl Wierszy z Palermo - Serenadę.

Buona sera, Guttopardo!

A ja jestem z Ukrainy,

U was tutaj żółte góry

A tam pola i równiny.

 

Bzy rozrosty się krzaczasto -

A tu takie dziwne miasto,

Sztywne palmy i hibiskus,

W Monreale dziwny Chrystus (...) 

Ma naturalnie za sobą lekturę klasycznych opisów podróży włoskich: Goethego, Gregoroviusa, Muratowa, ze współczesnych towarzyszy mu Guido Piovene, autor pouczającej Podróży po Włoszech z łat sześćdziesiątych naszego wieku. Z piszących o Włoszech Polaków sięga do starego Józefa Kremera, przede wszystkim jednak interesują go włoskie tropy naszych wielkich poetów. W Książce o Sycylii zastanawia się, czy był na niej Mickiewicz i dlaczego wędrujący po niej Zygmunt Krasiński tak mało dostrzegł z jej piękności. Przypisuje to miłosnemu zadurzeniu w Delfinie, ale równocześnie zachwyca się perełką jego stylizowanej prozy, jaką jest wstęp do Trzech myśli Henryka Ligenzy, „w którym - jak pisze - podróż po Sycylii i wycieczka do Monreale naświetlone są w tak specyficzny sposób, opowiedziane ustami poczciwego, niegłupiego, ale zasiedziałego szlachcica Bogdana Mielikowskiego", że stanowi to „małe arcydzieło". 3)

Dla kogoś, kto - jak ja - pierwszą podróż po Włoszech odbył w czterdzieści prawie lat po pierwszej podróży Iwaszkiewicza, autor Nowel włoskich, Sonetów sycylijskich. Książki o Sycylii, Śpiewnika włoskiego, Podróży do Włoch i wielu motywów włoskich rozsianych po całej twórczości - dołącza do długiego rejestru duchowych przewodników we włoskich wędrówkach.

RYSZARD MATUSZEWSKI

Przypisy:

1)       Jarosław Iwaszkiewicz, Podróże do Włoch, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1977, s. 226-227.

2)       Wszystkie wiersze Iwaszkiewicza cytuję wg: Dzieła, Wiersze, t. 1 i 2, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 1977.

3)       Jarosław Iwaszkiewicz, Książka o Sycylii w: Dzieła, Podróże t. 1, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 1981, s. 354.

Ryszard Matuszewski z Jarosławem Iwaszkiewiczem na Stawisku - Podkowa Leśna, lata 60. XX w.
© Fot. Janusz Czecz